czwartek, 30 stycznia 2014

Wrecking Ball.

Wiał lekki wiatr, strącając śnieg z drzew. Widok był bajeczny: zamaraznięte jezioro mieniło się wieloma odcieniami błękitnego, śnieg biały jak mleko iskrzył i skrzypiał, gdy tylko po nim szłam. Rzuciłam na siebie zaklęcie ogrzewające przez co nie było mi tak zimno. Cisza wokół mnie dawała mi chwilę wytchnienia od gwarnej Wielkiej Sali. Wyjęłam wsuwkę z włosów, które opadły mi lokami na plecy. Przynajmniej głowa mnie już tak nie bolała.  Zapatrzyłam się w ten mieniący się śnieg. Co było ze mną nie tak, że chłopacy tracili dla mnie głowy i bili się? Przygryzłam wargę w zamyśleniu. Wróciłam myślami do chwili, gdy Katherine umierała....
RETROSPEKCJA:
Rok wcześniej, Mystic Falls.
Upiłam łyk burbonu. Alkohol zapiekł mi w gardle, ale nie zwróciłam na to uwagi. Odkąd zostałam wampirem alkohole i wszelkie trunki towarzyszyły mi na każdym kroku. W końcu nie po to zostałam dziewczyną Damona, aby być z nim jak jakaś abstynentka. Właśnie siedziałam na kanapie w salonie rezydencji Salvatore'ów, która od niedawna była także i moim domem. Przytknęłam chłodną szklaneczkę do skroni. Nie ma to jak upijanie się w samotności. No, nie licząc leżącej w sypialni Stefana Katherine, ale jej dni są już policzone. Drzwi frontowe trzasnęły i do pomieszczenia wszedł Damon.
-I co? Jeszcze żyje? - spytał mnie, stanąwszy tuż przede mną.
-Tak, śpi. - odpowiedziałam machinalnie, upijając jeszcze jeden łyk trunku. Czasami nie rozumiałam jego braku empatii dla innych ludzi. Może nie do końca co do Katherine, bo zraniła go, zabawiła się jego uczuciami, ale to w końcu moja przodkini. Próbowała mnie zabić dwa razy i za każdym razem jej się to nie udawało. Przełknęłam ciecz. Wstałam. Ruszyłam wzdłuż korytarza na schody, aby udać się do sypialni mojego byłego chłopaka i poważnie porozmawiać z Katherine.
-Gdzie idziesz? - usłyszałam pytanie wampira. Obróciłam się. Stał pośrodku salonu i wpatrywał się we mnie zdziwiony.
-Porozmawiać z Katherine.- odparłam i odeszłam. Szybko weszłam po schodach i skierowałam się do ostatniego pokoju na prawo. Przystanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Od czasu naszego ostatniego spotkania wtedy w czerwcu, nie rozmawiałyśmy ze sobą. Wyrzuty sumienia wróciły do mnie z całą siłą. Przygryzłam wargę. Może nie powinnam? Odwróciłam się, chcąc odejść.
-Co ja robię...-mruknęłam do siebie i pchnęłam drzwi. Cicho zaskrzypiały. Weszłam do środka. Pokój tonął w półmroku, a pomieszczenie pozawalane było ciężkimi, drewnianymi meblami, starymi książkami i innymi bibelotami. Okna pozasuwane ciemnozielonymi kotarami dodawały pokojowi tajemniczości i klimatu. W kącie pokoju stało duże łóżko zaścielone szarą kołdrą. Zrobiłam kilka kroków w przód. Na posłaniu leżała osłabiona Katherine. Sprawiała wrażenie jeszcze mniejszej i kruchej. Ale to tylko pozory. Stanęłam przed ramą łóżka. Mogłam dostrzeć srebrne nitki w jej włosach oraz delikatne zmarszczki wokół oczu i ust. Miała przymknięte oczy, a klatka piersiowa niezauważalnie opadała i unosiła się. Ogarnęła mnie fala współczucia do niej. Musiał być to dla niej wstrząs, że jej uroda przemija, a ona sama przechodzi do historii. Na szyi widniała blizna po ukąszeniu jej przez Silasa.
-Nie musisz mnie tak badawczo obserwować. Wiem, że jestem piękna i zajebista, ale bez przesady.- Katherine nie otwierając oczu, uśmiechnęła się perfidnie. No tak, masochistyczna pewność siebie.
-Nie pochlebiaj sobie.- odparłam sucho, przysiadając na skraj posłania.
-Czego chcesz? - wychrypiała, otwierając ociężale powieki. Przełknęłam ślinę.
-Porozmawiać.-odpowiedziałam, czując jak mi serce przyspiesza.
-Nie mamy o czym. To przez Ciebie jestem w takim stanie i ty powinnaś mnie uratować. -Petrova wzięła głęboki wdech jakby nie mogła wziąć oddechu. Spuściłam głowę na swoje dłonie.
-Wiem. Ale sama musisz przyznać, że zasłużyłaś na to.- przeczesałam włosy palcami. Katherine wygięła usta w przerażającym uśmiechu.
-Niby z jakiej racji? To ty powinnaś być na moim miejscu. To ty ukradłaś moje szczęście. To przez Ciebie Damon mnie nienawidzi! - krzyknęła, zaciskając dłonie na pościeli.
-Na Ciebie już chyba czas, Eleno. - usłyszałam męski głos za sobą i obróciłam się gwałtownie. W progu stał Stefan z założonymi rękami. Wstałam i bez słowa wyszłam.

***********
Cała ta rozmowa stanęła mi przed oczami. Może Katherine miała rację? Może nie zasługiwałam na miłość Damona i Stefana? Wyczarowałam białą chusteczkę i otarłam zwilgotniałe oczy. Może wogóle nie powinnam poznać oby braci? Zgarbiłam się jeszcze bardziej.  Dobrze, że chociaż w Hogwarcie dzięki nawałowi nauki mogłam oderwać ponure myśli od szarej rzeczywistości.
-Elena! Elena! - siorbnęłam nosem i odwróciłam się.  W moją stronę biegł spanikowany Blaise. Wstałam szybko, a serce stanęło mi w gardle. Coś musiało się stać...I to coś niedobrego. Chłopak zatrzymał się tuż przy mnie, ledwo łapiąc dech.
-Co się stało? - spytałam, chwytając go mocno za przedramiona. Chłopak jakby pobladł.
-Draco...- zaczął, ale mi to wystarczyło. Chwyciłam suknię w górę i szybkim (o ile mi to pozwalał strój i śnieg) biegiem udałam się w kierunku zamku. W mojej głowie świtała tylko jedna myśl: oby nic mu się nie stało, oby nic mu się nie stało...Wpadłam do zamku i nadal biegnąc mijałam przerażonych i wystraszonych uczniów. Serce tłukło mi się niemiłosiernie.
-Elena. Tu jesteś.- ktoś chwycił mnie mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Uderzył we mnie mocny zapach wody kolońskiej i burbonu. To mogła być tylko jedna osoba: Damon. Chciałam się wyszarpnąć z jego uścisku, ale to nie przyniosło skutku. Zaczęłam walić pięściami w jego klatkę piersiową.
-Zostaw.Mnie! - krzyknęłam ze złością. Wampir trzymał mnie mocno i pewnie. Moment potem uścisk zelżał niespodziewanie. Otworzyłam zaciśnięte wcześniej oczy. Damon leżał nieprzytomny pod ścianą, a nad nim stał Stefan.
-Jeszcze raz się do niej zbliżysz to popamiętasz. - szepnął groźnym szeptem młodszy Salvatore. Dotknęłam ramienia Stefana.
-Już. Chodź. Nie ma sensu na niego tracić siły czy czasu. - zwróciłam się cicho do niego i wplotłam swoją dłoń w jego. Delikatnie uścisnął ją. Mieliśmy już odejść, gdy w naszym kierunku biegła prof.McGonagall.
-Co tu się dzieje?! I dlaczego profesor Scotish jest nieprzytomny?! - krzyknęła wzburzona, patrząc na bezwładne ciało Damona. Podeszła do niego i wyciągnęła różdżkę.
-Aquamenti.- wypowiedziała zaklęcie. Trysnęła woda, oblewając twarz i włosy czarnowłosego. Ten ocknął się gwałtownie i prawie by się rzucił na Stefana, gdyby nie reakcja potężnie zbudowanego, odzianego w fiołkowo-niebieskie szaty czarnoskórego mężczyzny. Wystraszyłam się. W takim szale Damon nie był już od bardzo dawna. Kły wystawały z jego ust w całej okazałości, a kropelki śliny płynęły mu z jamy ustnej. Oczy zabarwiły się na czerwono i czarno. Młodszy z braci Salvatore objął mnie opiekuńczo ramieniem.
-Nic Ci nie zrobi. - pocałował mnie w czubek głowy, a ja nieco się uspokoiłam. Szok jeszcze nie minął, więc wtuliłam się w ciepłe ramiona chłopaka. On jako jedyny był dla mnie podporą.  - Lepiej chodźmy, bo zbierają się gapie. - mruknął mi do ucha i wyprowadził mnie po schodach na jakiś pusty korytarz, abym odetchnęła. Przysiadłam na jakimś murku i ukryłam twarz w dłoniach. Gdyby nie ja, do tej sytuacji by nie doszło...
-Nie zamartwiaj się. To nie twoja wina, że Damon jest tym kim jest. - wampir usiadł na zimnej posadzce, opierając się plecami i tyłem głowy o ścianę.
-Po co on mnie tu szukał? Czego ode mnie chce? Nie wystarczyło mu, że zwyzywał mnie od dziwek? - w moich oczach zaszkliły się łzy, które spłynęły mi po policzkach. Czułam się tak beznadziejnie w tym momencie. Wszystko straciło sens.
-Znasz Damona. Jak na czymś mu cholernie zależy to musi to zdobyć. Choćby za wszelką cenę. - ani jeden mięsień nie drgnął w twarzy Stefana, gdy  to mówił. Odkryłam twarz. Mój były chłopak miał rację. Jego brat nigdy się nie zmieni. Otarłam łzy rękawiczką.
-Draco...- nagle uprzytomniłam sobie, że chłopak pewnie leży w Skrzydle Szpitalnym, a ja nawet do niego nie zajrzałam. Nie patrząc nawet w stronę siedzącego chłopaka, zbiegłam po schodach i szybkim krokiem udałam się do królestwa pani Pomfrey. Nie spotkałam nikogo po drodze, co mnie nieco zdziwiło.
-Elena? Czy nie powinnaś być o tej porze w swoim dormitorium? - zatrzymałam się. Ostrożnie odwróciłam głowę, niemal zderzając się z nieznajomym głową. Okazało się, że to był Theodor.
-O, hej Theo.- wygięłam usta w udawanym uśmiechu, aby chłopak nie poznał, że coś jest nie tak. Uśmiechnął się zawiadiacko. Jego roztrzepane ciemnoblond włosy dodawały mu uroku, a uśmiech igrał mu się na pełnych ustach. Koszula od smokingu była rozpięta do połowy ukazując wysportowany tors. Do tego eleganckie, czarne spodnie i lakierki.
-Przepraszam, że Cię tak zaczepiam, ale słyszałaś już o Malfoyu? - spytał mnie, a wesołe ogniki w jego oczach jakby przygasły.
-Tak. - wydusiłam odwracając wzrok, patrząc z "zainteresowaniem" na kamienne gargulce w kształcie sów.
-Tak naprawdę niewiadomo kto rąbnął go tym zaklęciem, ale wyglądało to potwornie. - skrzywił się, a cień bólu przemknął mu przez twarz.
-Nie mów mi nawet o tym. - odparłam, zatykając usta dłonią. Najchętniej bym rozszarpała tego kto to zrobił. Draco, mój Draco....
-Idziesz do niego? Bo właściwie to ja też...- mruknął Theodor, spuszczając wzrok na swoje błyszczące buty.
-Wiesz, chciałabym iść sama...-wyznałam szczerze, nie patrząc mu w oczy.
-Dlaczego? - mogłam się spodziewać tego pytania. Uniosłam hardo głowę.
-Bo tak! - unioswszy suknię, obróciłam się o 180 stopni i odeszłam. Popchnęłam stare, drewniane drzwi i weszłam do środka. W pomieszczeniu panowała cisza. Mrożąca krew w żyłach cisza. Poprzez okna wpadało światło Księżyca oświetlając szpitalne łóżka. W szpitalu unosił się zapach leków oraz eliksirów. Zrobiłam kilka kroków w przód, a suknie zaszeleściła cicho. Na jednym z przesadnie czystych łóżek leżał Draco. Głowę miał owiniętą bandażem, jego mlecznobiała - teraz trupiobiała cera niemal zlewała się z bielą poduszki. Jedyna rzecz, która go wyróżniała to sine usta. Serce mi zamarło, a oddech przyspieszył. Łzy zamazały mi obraz i wolnym krokiem skierowałam się w stronę łóżka. Chłopak spał. Wyglądał tak spokojnie.  Przysiadłam się na brzegu posłania i dotknęłam jego dłoni. Zimnej dłoni. Bladoniebieskie żyły widoczne były na jego rękach.
-O mój Boże...To wszystko moja wina...To nie powinno się stać...-załkałam i ukryłam twarz w kołdrze, nadal trzymając chłopaka za rękę. Po chwili spojrzałam znów na zimną jak lód twarz Dracona. To co miałam teraz powiedzieć, było najszczerszą rzeczą w moim dotychczasowym życiu:
-Ja.....-


wtorek, 28 stycznia 2014

Surprices.

Wyszłyśmy z pomieszczenia. Zeszłyśmy po schodach i stanęłyśmy w salonie. Obróceni do nas tyłem Blaise i Draco gorączkowo o czymś rozprawiali:
-Ciekawe z kim ona idzie na bal...Jak ostatnio rozmawialiśmy nikogo nie miała...-
-Smoku, co cię nagle Elena obchodzi? Mówisz, że ci nie zależy, ale taka prawda, że jest wręcz przeciwnie.- Blaise cmoknął głośno, wiedząc, że pokonał przyjaciela w potyczce słownej.
-Nieprawda! Niezależy mi...- zaprzeczył głośno Malfoy, choć sam nie wiedział co mówi.
-Zaprzeczasz sam sobie...- Blaise uniósł dłonie w górę. Nie miał już siły do Smoka. Nawet ślepy by widział, że ciągnie go do uroczej brunetki.
-Wątpię. - odezwałam się głośno, na co chłopacy wzdrygnęli się i obrócili ku nam. Wewnątrz moja bogini aż tańczyła z radości na wieść, że Draconowi jednak zależy na mnie, ale widząc go we własnej osobie nieco markotniała.
-Długo tu już jesteście? - bąknął Blaise, robiąc oczy jak spodki. Delikatnie się zarumieniłam pod ich spojrzeniami. Patrzyli się na nas jak na ósme cudy świata. Zwłaszcza Draco. Chyba zaczynał żałować, że mnie nie zaprosił.
-Wystarczająco długo, aby dowiedzieć się paru rzeczy. - odparłam zjadliwie w dalszym ciągu nie odrywając wzroku od blondyna. Poprawiłam jedwabny szal na moich ramionach i podeszłam bliżej chłopaków. - I przy okazji: tak, ktoś mnie zaprosił. - minęłam ich i wyszłam przejściem do salonu. Odetchnęłam. Najcięższa część już za mną. Rozejrzałam się po korytarzu. Stefana ani śladu.
-"Pewnie będzie czekał przed Wielką Salą." - pomyślałam i wzruszyłam ramionami, udając się po schodach do góry. Stukot obcasów odbijał się od ścian tworząc echo. Z oddali słychać już było dudniącą muzykę. Skrzywiłam się. Pewnie będzie jakaś muza z wiejskich remiz. Pospiesznym krokiem udałam się pod Salę, gdzie stał już dość spory tłum ludzi. W tym tłumie zdążyłam wypatrzeć Harry'ego ubranego w elegancki smoking stojący pod rękę z ciemnoskórą dziewczyną, bodajże Parvati. Obok niego stał Ron z kwaśną miną. Zasłoniłam usta, aby się nie roześmiać, bowiem Rudzielec na sobie miał coś na kształt smokingu, ale takiego tradycyjnego, pełnego falbanek. Chłopak rzucał ponure spojrzenia każdemu kto się na niego popatrzył. Współczułam jego partnerce, siostrze bliźniaczce Parvati, Padmie, która stała z grymasem na twarzy. Spojrzałam w stronę Hermiony. Nie przypominała tej kujonicy co nacodzień: kasztanowe włosy upięte w klasyczny kok, z którego wypadły kosmyki włosów, do tego delikatny makijaż i piękna różowa suknia. Każdy chłopak się za nią oglądał. Stanęłam z boku. U szczytu schodów stali nauczyciele i przyglądali nam się z uśmiechami na twarzach. No, oprócz Snape'a, który stał z boku i patrzył się z ponurą miną. Obok niego stał...mój Boże, aż dech mi zaparło. Damon prezentował się niezwykle elegancko w smokingu, a jego błękitne oczy błyszczały jak jeszcze nigdy przedtem. Kruczoczarne włosy opadały mu zawiadiacko na czoło czyniąc go jeszcze bardziej seksownym. Serce zabiło mi mocniej w piersi. Poczułam jak goracy rumieniec oblewa moją twarz. Odwróciłam głowę, aby nie zobaczył, że się na niego patrzę.
"Give me love like her. 'Cause lately I've been waking up alone. Paint splattered tear drops on my shirt. Told you I'd let them go and that I'll fight my corner. Maybe tonight I'll call ya after my blood turns into alcohol. No, I just wanna holda ya..."
Przełknęłam ślinę. Zaczęło się. Ludzie zaczęli się zbierać w pary. Draco z Astorią stanęli z przodu. Chłopak odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy. Na jego ustach igrał się ironiczny uśmieszek. Skrzywiłam się. Dźwięki piosenki łagodnie unosiły się w powietrzu powodując jeszcze bardziej świąteczny klimat. Gdzież się podziewał do cholery Stefan?! Ja jak to ja stałam na końcu sama. Vic spojrzała na mnie współczująco. Ciekawe co też sobie o mnie myślała...Wolałam nie wiedzieć. Wyszłam na kompletną idiotkę. Stojąc tak nie zauważyłam jak ktoś podłożył mi swoje ramię, abym je chwyciła. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na twarz mojego towarzysza. Zamiast spodziewanego Stefana, ujrzałam Damona. Uśmiechał się do mnie w bezczelny, ale i seksowny sposób. Nie miałam wyjścia, podałam mu swoją dłoń.
"Give a little time to me or burn this out. We'll play hide and seek to turn this around. And all I want is the taste that your lips allow."
Ruszyliśmy za poprzednimi parami. Starałam się nie patrzeć w kierunku czarnowłosego. Nie wiem co on zrobił, że się Stefan nie pojawił, ale już ja się z nim rozliczę. Rytmicznym krokiem weszliśmy na salę, w której jak się okazało stali przedstawiciele innych szkół magicznych oraz członkowie rodzin niektórych uczniów. Wyłapałam sponad tłumu rude czupryny państwa Weasleyów. Poczułam mocny uścisk na moim ramieniu.
-Nie musisz w tak dosadny sposób chwalić się, że pozbyłeś się konkurencji. - syknęłam do niego jak tylko się do niego zbliżyłam podczas tańca. Unieśliśmy ręce i obróciliśmy się.
-Nie wiem o czym mówisz.- wymruczał chłopak patrząc na mnie łakomie.
-Wiem,że to ty stoisz za zniknięciem Stefana. I nie próbuj się nawet wymigać, bo i tak Ci się to nie uda.- odwarknęłam mu, wracając do poprzedniej pozycji. Tuż obok nas mignęli Blaise i Victoria. Damon chwycił mnie pewnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Należysz do mnie i tylko do mnie. - szepnął mi do ucha, niemal muskając wargami płatek mego ucha. Zadrżałam i odwróciłam wzrok. Draco w tym samym momencie skrzyżował spojrzenie razem z moim. Serce stanęło mi w miejscu, a po chwili biło szybszym tempem. Gdy tylko Smok się na mnie patrzył robiło mi się potwornie gorąco tak jak teraz. Blondyn tańczył z Astorią, która robiła maślane oczy do niego.
-Boże, co za żenada...-mruknęłam do siebie zniesmaczona. Jak można się tak poniżać? Zwłaszcza jak wszyscy to widzą. Odwróciłam natychmiast głowę, aby nie patrzyć na to pośmiewisko.
Draco kręcił się razem z Astorią płynnie po parkiecie. Był niezłym tancerzem, a dziewczyna - raczej miernotą. Nie zwracał uwagi na to co do niego mówi, bo był skoncentrowany tylko na jednym: widoku Eleny z profesorem Scotishem. Brunetka rozmawiała o czymś z nauczycielem, który nie mógł oderwać od niej wzroku.  Doskonale wiedział, że mężczyzna nie jest tym kimś za kogo się podawał. Był bowiem byłym narzeczonym Eleny, co jeszcze bardziej powodowało ataki wściekłości u Malfoya. Zacisnął dłoń na biodrze Greengrass, aby w coś nie przywalić. Emocje, które się w nim kumulowały chciały się wydostać, a najlepiej wybuchnąć. Wdech, wydech...Nie mógł po prostu tak podejść do niego i przywalić, bo cały Hogwart miałby uciechę do końca roku szkolnego, a blondyn nie mógł sobie pozwolić na zhańbienie rodu Malfoyów oraz własnego honoru. Ale ta dziewczyna powodowała w nim takie odruchy, o których chłopak dawno zapomniał. Odwrócił wzrok, aby nie męczyć się już tym widokiem i skupił się na słodkim paplaniu Astorii o najnowszej kolekcji mody czarodziejskiej dla pań i panów. No ileż można tego słuchać? Po chwili piosenka się skończyła i Draco opuścił blondynę. Usiadł na jednym z krzeseł stojących pod ścianą.  Niedobrze mu było od widoku migdalących się par.
Gdy muzyka się skończyła, podziękowałam grzecznie Damonowi i zeszłam z parkietu. Nie lubiłam tańczyć, miałam już tak od dziecka i nic na to nie mogłam poradzić.  Wychyliłam się nieco, aby dojrzeć czy nie doszedł Stefan, ale niestety rozczarowałam się. Nigdzie go nie było. Uniosłam nieco suknię i jakoś przepchałam się przez tłum Gryfonów oblegających stolik z alkoholami.
-Elly! - ktoś zawołał za mną , więc się obróciłam. Biegła ku mnie rozemocjonowana i rozgrzana Victoria. Rumieńce na jej policzkach świadczyły o tym, że nieźle musiała wywijać na parkiecie razem z Blaisem. Fryzura nieco się zniszczyła, więc kok wisiał jej teraz przy szyi. -Chodź się z nami bawić! - pociągnęła mnie za rękę, wyciągając w kierunku parkietu. Pokręciłam głową i stawiłam opór.
-Nigdzie nie idę.- oznajmiłam jej stanowczo, przekrzykując głośną muzykę jak tylko się dało. Blondynka przekrzywiła głowę i zrobiła minę 'smutnego szczeniaczka'.
-Jesteśmy tu po to, aby się dobrze bawić. - w tym momencie gwizdnęła i przy jej boku pojawił się jeden z nierozłącznego duo bliźniaków Weasley.
-Fred, zaprowadź tą panią grzecznie na parkiet. I ma się dobrze bawić! - dodała, wyciągając palec ostrzegawczo. Chłopak tym się nie przejął tylko uśmiechnął się głupkowato. Victoria ostatni raz zerknęła na nas i odeszła w kierunku Blaise'a, który opowiadał dowcipy grupce Ślizgonów. Skrzyżowałam dłonie na piersiach. Staliśmy obok siebie z Fredem nie wiedząc od czego zacząć.
-Więc...zatańczysz? - zaproponował Rudzielec, wyciągając dłoń ku mnie. Zawahałam się.
-Ona tańczy ze mną. - rozległ się zimny głos za mną, a Fred zrobił marsową minę. Nie musiałam się nawet odwracać, aby zobaczyć właściciela głosu. Draco stanął tuż obok mnie i objął w talii. Czując chłodną dłoń chłopaka, uczucie spokoju owładnęło moim ciałem.
-O tym zadecyduje Elena. - warknął Fred, a w jego czekoladowych oczach pojawiły się gniewne ogniki.
-A ja nie pozwolę, aby się do niej zbliżał inny mężczyzna niż ja. - oczy Dracona pociemniały z zimnej furii. Stanął przede mną i zrównał się z Weasleyem.
-Ona nie jest twoją właśnością, Malfoy. - syknął z pogardą Fred. Nigdy nie widziałam go w takim wydaniu. Na codzień dowcipkował wraz ze swoim bratem i wyrządzał psikusy Filchowi, który potem ich ganiał po całej szkole. A tu proszę...
-Ani Twoją.- uśmiechnął się zimno arystokrata, głaszcząc swoją różdżkę.
-Ugh, przestańcie. Straciłam ochotę na wszelką zabawę. Idę do dormitorium. Dobranoc. - odrzekłam zmęczonym i poirytowanym głosem. Przeszłam między nimi i szybko wyszłam z Sali. Nie miałam zamiaru brać udziału w tej dzieciniadzie. Owinęłam się szczelniej szalem i popchnęłam ciężkie, dębowe drzwi. Owionęło mnie zimne powietrze. Wyszłam na zewnątrz. Suknia zaszeleściła cicho, gdy szłam po śniegu. Było potwornie zimno, ale nie zwracałam na to uwagi. Musiałam ochłonąć. Dotarłam na błonia hogwardzkie. Podążyłam w kierunku kamiennej ławeczki. Otrzepałam ją ze śniegu i usiadłam. Odetchnęłam. Świeże, lodowate powietrze otrzeźwiło mnie. Uniosłam głowę i spojrzałam w świecącą tarczę Księżyca. Przymknęłam powieki i oddałam się marzeniom.
Tymczasem w Wielkiej Sali:
-Skoro z Ciebie taki kozak, to chodź walczyć. - warknął prowokująco Fred, zakasując rękawy. Malfoy wykrzywił się z obrzydzenia. Ten Rudzielec był żałosny...
-Skoro tak. To śmiało. Wal. - rozłożył ramiona blondyn. Uczniowie stanęli wokół nich. Zapadła cisza, a muzyka przestała grać. Weasley wyciągnął różdżkę z kieszeni szaty. To samo zrobił Malfoy. Adrenalina buzowała mu w żyłach,a  krew uderzała do głowy. Ścisnął mocniej różdżkę.
-Drętwota! - rzucił zaklęcie Fred, a biały promień wybił się z jego drewienka. Arystokrata z łatwością je odbił. I tak zaczęli się wymieniać zaklęciami i klątwami. Draco był wyuczony jako jeden ze Śmierciożerców do walki, więc potyczka z jednym z Weasleyów nie sprawiała mu zbytnich kłopotów. Jednej rzeczy nie mógł przewidzieć.
-Petrificus Totalus! - nie zdążył się obronić, osłonić, bo raził go oślepiający blask i odleciał na parę metrów. Zderzył się ze ścianą i stracił przytomność. Z kącika jego ust popłynęła mu krew, a głowa się przekrzywiła się na ramię.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Give Me Last Dance.

Draco biegł z półprzytomną Elenę w ramionach przez korytarz. W myślach modlił sie, aby nie straciła całkiem przytomności. Co chwilę sprawdzał, czy aby nie zamykała powiek spowrotem. Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe. Miał wrażenie jakby miało zaraz wyskoczyć mu z piersi. A Elena leżąca w jego ramionach była taka lekka...Nie nazbyt lekka? Kolejne stopnie przybliżały go do lochów. Szybko podał hasło, a kamienna płyta zaczęła się otwierać. Draco jednak nie chciał czekać, aż się cała otworzy, tylko przepchał się i już znajdował się w salonie. Ignorując zaskoczone spojrzenia Blaise'a i Victorii, położył nieprzytomną dziewczynę na kanapę. Odgarnął z jej czoła zabłąkane kosmyki włosów. Wyglądała tak pięknie...Przypominała porcelanową laleczkę, którą w każdej chwili można zbić.
-Co się jej stało?! - rozległ się okrzyk za jego plecami i po chwili przy brunetce klęczała jej blondwłosa przyjaciółka. Głaskała ją po włosach, potem z przerażeniem patrzyła na jej sylwetkę, aż na końcu rozpłakała się znów.
-Zabierz ją stąd.- mruknął Draco do przyjaciela, który obserwował to ze zmartwieniem. Diabeł podszedł do szlochającej Victorii i coś szepnął jej do ucha. Ta jedynie kiwnęła głową i nadal chlipiąc dała się wyprowadzić z Pokoju Wspólnego. Blondyn usiadł obok Eleny i chwycił ją za rękę. Czuł miękkość jej małej dłoni, aksamit skóry...Wpatrzył się w nią zamyślony. Pamiętał nadal o ich pocałunku w Hogsmeade. Wiedział, że nie powinien pozwolić jej się zbliżyć do siebie. Od dawna tak miał. Tworzył mur oddzielający go od innych, nikt nie mógł go rozbić. Nawet tak mądra czarownica jaką bez wątpienia była Hermiona Granger. Jedyną osobą, która tak naprawdę go znała był Blaise. Znali się jak przysłowiowe dwa "łyse konie". Draco znał tajemnice Diabła i na odwrót. Pochylił głowę i ucałował wierzch dłoni dziewczyny. Nie przeszkadzało mu to, że była kimś kompletnie innym od niego. To go właśnie w niej zafascynowało. Różna od innych. Może powinien pozwolić jej rozbić ten mur i odkryć tego prawdziwego 'ja'? Westchnął cicho, głaszcząc delikatnie jej lśniące włosy.
******
Czułam jak powoli wraca mi władza we wszystkich członkach mego ciała. Pod spodem wyczułam coś miękkiego. Poruszyłam się.
-Nie wstawaj. Za słaba jesteś.- usłyszałam cichy szept dochodzący z mojej prawej strony. Otworzyłam niemrawo oczy i zmrużyłam je. Przy mnie siedział Malfoy. Ale coś się zmieniło. Widok wyostrzył mi się i zauważyłam, że coś go wyraźnie gryzie. Ignorując jego polecenie, podniosłam się do pozycji siedzącej. Zawroty głowy uprzytomniły mi w jakiej sytuacji się znalazłam.  Dotknęłam jego ramienia. Chłopak niewidocznie zadrżał.
-Coś się stało? - spytałam, patrząc mu prosto w oczy. Te stalowoszare oczy przepełnione niewysłowionym bólem i cierpieniem. Spuścił wzrok na swoje dłonie. Coś go wyraźnie dręczyło, tylko co? Usiadłam wygodnie obok niego. Draco ukrył swoją twarz w dłoniach.
-D-draco? - jego milczenie tylko coraz bardziej mnie niepokoiło. Chłopak uniósł znó głowę i rzekł:
-Przepraszam. Za to co powiedziałem i wogóle. To przeze mnie znalazłaś się w takim stanie czego sobie nie mogę wybaczyć. A poza tym...nie mogę o jednym zapomnieć. Nasz pocałunek...-ostatnią kwestię niemal wyszeptał. Dobrze, że nikogo nie było w tym czasie w salonie. A więc o to chodziło...
-Miałeś prawo poczuć się urażony...ale nie wiem dlaczego tak zareagowałeś. Jesteś zazdrosny? - spytałam go, mając nadzieję na to, że tak. Chłopak chwycił moją rękę, przez którą przeszła zaskakująco miła iskra.
-Elena...-zaczął. Ja oczekująco patrzyłam się na niego, a serce biło mi sto razy szybciej niż normalnie. Emocje siedzące we mnie wariowały raz po raz. Nigdy się tak nie czułam. Motylki w moim brzuchu latały jak szalone. Ten sposób w jaki wymawiał moje imię...
-Tak? - opanowałam drżenie głosu.  Draco założył kosmyk moich włosów za ucho.
-Eleno, od chwili gdy Cię poznałem, wiedziałem, że połączy nas coś specjalnego, coś czego nie umiem ci teraz wyjaśnić. Potem to wszystko...- zaczął się plątać w wyjaśnieniach. -...to wszystko zaczęło się dziać tak szybko. Myślałem, że lecisz na Blaise'a tego dnia, gdy odbyła się impreza, a potem ta twoja ucieczka...Zastanawiałem się, co ja takiego złego ci zrobiłem. Victoria zaraz potem po Ciebie poszła, a gdy wróciła powiedziała, że śpisz. Ja wtedy straciłem chęć na imprezowanie i poszłem do swojego dormitorium. Ja...sam nie wiem co się ze mną dzieje. Gdy Cię widzę z jakimś innym kolesiem, nie umiem się opanować...- tu rozłożył bezradnie ręce. Wyglądał teraz jak małe, pokrzywdzone dziecko. Ja przetrawiałam jego słowa w milczeniu.  Draco był po prostu zazdrosny.
-Możesz liczyć tylko i wyłącznie na moją przyjaźń, nic więcej. Przepraszam, ale nie jestem jeszcze gotowa na nowy związek.- wstałam i odprowadzana ciszą, udałam się do dziewczeńskiego dormitorium. Idąc, minęłam schodzącego z góry Blaise'a. Ten uniósł brew, ja na to uniosłam dłoń w geście 'porozmawiamy jutro'.  Kiwnął głową i zszedł na dół. Westchnęłam. Czy to wszystko musiało być takie trudne? Doszłam do drzwi z tabliczką: "P.Parkinson, A.Greengrass, V.Collins, E.Gilbert". Popchnęłam je i weszłam do środka. Na jednym z łóżek leżała drobna postać o blond lokach rozsypanych wokół jej twarzy. Opuchnięte powieki i czerwone policzki pokazywały jak bardzo dziewczyna musiała płakać. Usiadłam obok niej i wpatrzyłam się w nią. Była mi najbliższą osobą w Hogwarcie (oczywiście obok Harry'ego i Diabła) i nie mogłam pozwolić na to, aby cierpiała. Pogłaskałam ją po głowie. Jej miękkie loki przyjemnie gilgotały mnie w dłoń. Dziewczyna spała, najwyraźniej Zabini podał jej Eliksir Słodkiego Snu.  Uśmiechnęłam się do siebie. Tych dwoje najwidoczniej ciągnęło ku sobie. Wstałam i już miałam wyjść z pokoju, gdy usłyszałam jak za drzwiami ktoś ze sobą rozmawia:
-Jesteś pewna, że to zadziałało?-
-Na bank, widziałaś ją zresztą. Myśli, że jak owinie sobie Draco wokół palca to zdobędzie przychylność czystokrwistych. Pff.-
-A nie przesadziłaś czasem? Jak ją zobaczyłam to myślałam, że ją zabiłaś.-
Te ostatnie słowa mnie zabolały. A więc tak...Pansy i nie znana mi z głosu dziewczyna chciały się mnie pozbyć, bo Draco się mną interesuje? Ciekawe, nie powiem. Jeszcze pożałują, że ze mną zadarły...
*******
Minął październik i listopad. Bal Bożonarodzeniowy nadchodził wielkimi krokami i wszędzie można było już wyczuć atmosferę oczekiwania i podniecenia. Dziewczyny zbierały się w grupy i polowały na co przystojniejszych chłopaków. Na to wszystko patrzyłam z ponurym przygnębieniem. Nie obchodził mnie ten bal i tak pewnie nie pójdę. Nie mam z kim. Stałam właśnie przy klasie eliksirów z podręcznikiem w ręce, bo na lekcji miałam mieć sprawdzian o najgroźniejszych eliksirach, gdy podbiegła do mnie w podskokach Victoria.
-Nie uwierzysz, ale Blaise zaprosił mnie na bal! Rozumiesz to?! - dziewczyna omal nie eksplodowała z tego szczęścia. Ja na to uniosłam tylko brwi i wróciłam do jakże pasjonującej lektury o Eliksirze Wywracajacego Wnętrzności Na Zewnątrz. Victoria nie dała za wygraną.
-Tak, wiem. Już chyba każdy Ślizgon wie, że Diabeł cię zaprosił. A teraz..pozwolisz? - tu kiwnęłam jej książką. Dziewczyna wyglądała na niepocieszoną.
-A co z Tobą i Draco? - spytała ściszonym głosem, bo przeszły obok nas Pansy i Astoria. Wzruszyłam ramionami. Od naszej ostatniej rozmowy minęło już trochę czasu i jakoś nie mogłam się przemóc, aby znów do niego zagadać. Mijaliśmy się na korytarzach i w pośpiechu mówiliśmy sobie 'cześć'. Brakowało mi naszych wspólnych chwil, gdzie szczerze mogliśmy sobie powiedzieć wszystko. Wiem, zraniłam go swoim wyznaniem, ale czy miałam inne wyjście? To, że nie byłam gotowa na nowy związek nie oznaczało przecież żadnego w przyszłości.
-Nie wiem. I nie chcę wiedzieć. - burknęłam, zasłaniając się kurtyną własnych włosów.
-Nie zaprosił Cię...- stwierdziła Victoria, przeszywając mnie wzrokiem.
-Nie, nie zaprosił. Zadowolona?! - wybuchłam, przez co oczy innych uczniów przeniosły się na nas. Blondynka spojrzała na mnie zaskoczona i przestraszona. Cofnęła się.
-Okej, nie musisz tak wrzeszczeć...- odparła i z godnością odeszła, mijając po drodze Diabła i Smoka. Ten ostatni obrócił się, aby na nią spojrzeć i gwizdnął przeciągle.
-Co tu się stało? - spytał mnie, gdy podeszli bliżej. Ja nie miałam ochoty odpowiadać na to pytanie, więc go zignorowałam i pogrążyłam się w lekturze podręcznika. Ów przedmiot został mi momentalnie zabrany przez Zabiniego, który z racji tego, że był wyższy, wykorzystał to.
-Oddaj mi to, Zabini. - syknęłam i sięgnęłam ręką po książkę. Ten jednak z perfidnym uśmieszkiem wyciągnął rękę wyżej poza mój zasięg.
-Radzę ci jej nie prowokować, Blaise. - skomentował poczynania swojego przyjaciela Malfoy, trzymający się na uboczu.
-Niby czemu? Przecież to nasza mała, słodka Elenka. - poszerzył uśmiech czarnoskóry. Wywróciłam oczy do góry z poirytowania. Jak on mnie czasami wkurzał...
-Chcecie wiedzieć o co poszło? To powiem wam: NIKT mnie nie zaprosił na bal, a Vic miała czelność pogorszyć mój humor swoimi przechwałkami. Zadowoleni? - warknęłam i wyrwałam książkę z rąk zaskoczonego Diabła. Odwróciłam się i odeszłam od osłupiałych Ślizgonów. Jedynie co zdołałam usłyszeć to:
-Ty jej jeszcze nie zaprosiłeś? Masz...- tu wypowiedź Diabła została zagłuszona przez gadaninę pozostałych uczniów. Przez całą lekcję eliksirów nie mogłam się skupić na tym co piszę, bo wyraźnie czułam na swoich plecach palący wzrok Malfoya. O nie, nie dam mu się sprowokować. Naskrobałam coś jeszcze po pergaminie i oddałam go profesorowi Snape'owi. Wzięłam torbę, spakowałam pióro, kałamarz i wybiegłam niemal z sali, aby nie natknąć się na blondyna. Przez moje myśli przebiegały tysiące, jeśli nie miliony potwornych pomysłów.  Usiadłam na kamiennej ławce przed Wielką Salą i oparłam głowę o zimny mur, który ostudził nieco moje rozgrzane zapędy. Uspokój się Eleno...Powtarzałam te słowa jak mantrę, aż całkowicie się uspokoiłam. Po kilkunastu minutach na korytarz wyszli uczniowie i zrobiło się znów głośno i gwarno. Postanowiłam poczekać na Victorię i przeprosić ją za moje wcześniejsze zachowanie.  Wśród tłumu uczniów nie mogłam jej jednak dostrzec. Kilka osób przywitało się ze mną, ja uprzejmie im odpowiedziałam.
-Cześć.- podniosłam głowę i ujrzałam uśmiechającego się Harry'ego stojącego nade mną. Odwzajemniłam uśmiech i ustąpiłam mu miejsca na ławeczce. Przysiadł się do mnie.
-Cześć. Jak ci poszedł sprawdzian z eliksirów? - spytałam go, ściskając torbę w moich dłoniach, które aż mi się spociły.
-Hm, myślę, że całkiem nieźle. Sporo się uczyłem z Hermioną, więc chyba mogę być spokojny, chociaż miałem problem z eliksirem powodującym długotrwałą agonię. Nie jestem pewien czy aby tam był korzeń asfodelusa czy nie. - tu zmarszczył brwi, zastanawiając się. Ja na to uniosłam brew.
-Dobra, koniec z eliksirami. Teraz mamy przerwę obiadową, więc...mogę się do was przysiąść? - to pytanie wyszło mi z ust całkiem spontanicznie. Harry wyraźnie się ożywił.
-No pewnie! - odparł, wstając i podając mi dłoń. Chwyciłam ją.
Z sali eliksirów wychodzili właśnie Draco i Blaise, gdy to się stało. Blondyn jeszcze bardziej spochmurniał, a z oczu ciskały mu błyskawice.
-Grzmotter i Elena? Czy ja o czymś nie wiem? - usłyszał pytanie Diabła, który był tak samo zdziwiony jak Malfoy, tyle, że nie strzelał furią gdzie popadnie. Draco szybko się opanował i na jego twarzy znów zagościł ironiczny uśmieszek. Ruszył prosto przed siebie, rozpierzchając młodszych uczniów. Weszli oboje do Wielkiej Sali i rozejrzeli się. Przy stołach poszczególnych domów siedziało już sporo ludzi. Niektórzy stali i śmiali się z żartów kolegów, a niektórzy tacy jak Gryfoni siedzieli przy stole i jedli obiad. Wśród nich była i Elena. Jej długie, czekoladowe włosy falowały przy każdym ruchu jej głowy. Zaśmiałam się. Ci bliźniacy, Fred i George byli przekomiczni.
-Elena, może mi się zdawać, ale Malfoy od dłuższego czasu się na Ciebie gapi. - odchrząknął Harry i wskazał podbródkiem w stronę wejścia. Obróciłam się tak samo jak i pozostali. Rzeczywiście, w przejściu stał Malfoy i jego nieodłączny przyjaciel, Blaise. Blondyn wpatrywał się we mnie z wyraźną furią i wściekłością, a dłonie zaciskał w pięści. Aż biło od niego złością i niezrozumianą przeze mnie zazdrością. Przechodzący obok niego ludzie patrzyli na niego zdziwieni i mijali go.
-Wściekły jest. - zauważył inteligentnie Ron, zajadając się kurczakiem i sałatką z czerwonej kapusty.
-Inteligentny jesteś. - zauważyłam z ironią i wstałam od gryfońskiego stołu. Zarzuciłam włosami i ruszyłam pewnym krokiem ku wściekłemu Draconowi i półuśmiechniętemu Diabłowi. Stanęłam tuż przed nimi.
-Możesz przestać się take gapić?! Mam wrażenie jakbyś chciał kogoś zabić! - syknęłam do wzburzonego arystokraty. Ten jednak spojrzał na mnie z pogardą.
-Nic Ci do tego. - burknął i odszedł w kierunku stołu Ślizgonów. Usiadł między Pansy i Astorią, co zaowocowało irytującym piskiem obu dziewczyn. Niedobrze mi się zrobiło na ten widok. Blaise również wyglądał jakby miał zwymiotować.
-Nie przejmuj się nim. Minie mu. Chyba za bardzo się na Ciebie nakręcił. - mrugnął do mnie okiem. Popatrzyłam na niego z dezaprobatą. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo dołączyła do nas Vic.
-Hejka wam. Jak leci? - uśmiechnęła się promiennie. Chyba mi wybaczyła, ale i tak musze ją przeprosić. Odwróciłam głowę w inną stronę, aby nie zobaczyła mojego wyrazu twarzy. Nie powiem, zabolało mnie to jak Draco dał się tak ściskać przez dwie naczelne siksy mojego domu. - No nie...ten to chyba przebił szczyt kretynizmu swego. -  skomentowała Vic, patrząc z obrzydzeniem w stronę Malfoya i dwóch dziewczyn naprzykrzających mu się.
-Ale nie widzę, aby był z tego zadowolony. - zauważył przytomnie Blaise, krzyżując ręce na torsie.
-Nie chce mi się na to patrzeć. - powiedziałam tylko i szybko wybiegłam z Sali, aby nie patrzeć na nich. To zbyt mnie bolało. Czułam jak łzy toczą się łagodnym strumykiem po moich policzkach. Otarłam je pospiesznie. O nie, nie będzie mnie tak traktował. Już ja mu pokażę....
W tym samym czasie:
-Widziałeś to? Chyba jej zależy na nim...- rzekła Victoria, patrząc w stronę wyjścia, gdzie wybiegła Elena. Blaise objął ją łagodnie ramieniem.
-Trzeba coś zrobić, żeby się jakoś znów zbliżyli do siebie.- odparł Diabeł z zamyślonym wyrazem twarzy.
-Bal ku temu jest dobrą okazją. - klasnęła w dłonie blondynka i zarzuciła ramiona za szyję chłopaka. Ten uśmiechnął się iście diabelsko.
-Dobrze kombinujesz, mała. - i ucałował ją w czubek głowy.
*******
Biegłam wzdłuż korytarzy ze łzami w oczach. Czemu mi tak cholernie na nim zależało? Nawet nie wiedząc kiedy dotarłam do dormitorium i rzuciłam się na łóżko z płaczem. Łzy leciały mi ciurkiem, a ja nie potrafiłam i nie chciałam ich powstrzymać.  Chciałam być sama. Tak jak codziennie od sześciu miesięcy. Moje serce znów zostało przełamane.
-El? - drzwi się uchyliły i skrzypnęły, a w nich pojawiła się zmartwiona twarz mojej przyjaciółki. Otarłam oczy i wygięłam usta w wymuszonym uśmiechu.
-Tak? - uniosłam się na łokciach i spojrzałam w niebieskie oczy Victorii. Ta usiadła obok mnie.
-Nie udawaj, że wszystko jest okej, bo nie jest. Ja to widzę. - rzekła Vic ściszonym głosem. Spuściłam wzrok i nic nie powiedziałam. Bo niby co miałam powiedzieć? Że jestem zazdrosna o Dracona, który nawet nie jest moim chłopakiem?  Zaczęłam obgryzać paznokcie. Chwyciła mnie za dłonie i oderwała je od moich ust.
-Nie obgryzaj. Za tydzień jest bal. Znajdziemy ci kogoś i Draco będzie gorzko żałował, że cię nie zaprosił. - poklepała mnie pocieszająco po dłoni.
-Oby. Nie mam zamiaru sama iść na ten cholerny bal. - dodałam z kwaśną miną.
*******
Minął tydzień, a Hogwart został pięknie przystrojony świątecznymi ozdobami. W Wielkiej Sali stoły zniknęły, a w zamian pojawiły się dwie duże choinki przyozdobione bombkami i innymi świecidełkami. Dziewczęta biegały po szkole całe rozemocjonowane, a chłopacy zbijali się w grupy, aby uniknąć ataku dziewczyn. Ja podchodziłam do tego z chłodnym rozsądkiem. Wystarczy, że patrzyłam na te puste idiotki, Lavender i Parvati jak się uganiały za chłopakami, chociaż miały już partnerów na bal. Ja najczęściej chodziłam mniej uczęszczanymi korytarzami. Nie podzielałam tego entuzjazmu, bo najzwyczajniej w świecie przestało mnie to bawić.  Może i byłam dziwna, ale taka już jestem. Bycie wampirem mnie zmieniło. Przestałam być tą samą słodką, niewinną dziewczyną, którą byłam przeszło 2 lata temu. Po szkole niosła się wieść, że mają przyjechać jacyś delegaci ze szkół magii i ktoś spoza. Tak szczerze nie obchodziło mnie to. Ważne było, żebym tylko przetrwała ten cholerny bal, a wszystko będzie okej. Victoria starała się dotrzymać towarzystwa, tak samo jak i Blaise, ale to nie ich potrzebowałam. Potrzebowałam pewnego zarozumiałego, artystokratycznego dupka. Ale ten świetnie się bawił w towarzystwie Astorii, którą jak słyszałam zaprosił na bal.  Unikałam jego towarzystwa, bo za bardzo mnie to bolało. Po kryjomu słuchałam mugolskiej muzyki na moim ipodzie, który sprytnie przeszmuglowałam na teren szkoły. Właśnie tak wędrowałam po opuszczonym korytarzu, słuchając Eda Sheerana "I See Fire", gdy ktoś stanął mi na drodze. Uniosłam głowę i zamarłam z zaskoczenia. Tej osoby się nie spodziewałam tu.
-Stefan...- wydusiłam. Chłopak stał przede mną z rękami w kieszeniach swoich ciemnych dżinsów. Nic się nie zmienił: te same, potargane ciemnoblond włosy i szmaragdowe oczy. Ta szczupła twarz, którą wielokrotnie dotykałam. Ściągnęłam słuchawki z uszu. Młodszy Salvatore nieśmiało się do mnie uśmiechał.
-Miło Cię widzieć, Eleno. - wyszeptał, podchodząc do mnie bliżej. Ja stałam w miejscu jak jakiś kołek i nie wiedziałam co powiedzieć. Kompletnie mnie zaskoczył.
-Jak...jak tu się dostałeś? - zdołałam jedynie wypalić bezmyślnie pytanie. Salvatore zaśmiał się cicho. Wyciągnął z tylniej kieszeni pomiętą kartkę.
-Caroline dostała zaproszenie na bal. Miała pojechać razem z Klausem, ale jako, że on nie mógł, więc mnie poprosiła. - wyjaśnił szczerze pokazując mi kawałek papieru. A więc Caroline jest tutaj również...Spuściłam głowę. Nie odpowiedziałam tylko wpatrzyłam się w sznurówki moich tenisówek. Nie zauważyłam jak chłopak jeszcze bardziej się do mnie zbliżył. Chwycił mnie delikatnie za podbródek i uniósł go. Tak czy inaczej musiałam na niego spojrzeć. W te przepełnione tęsknotą i nadzieją zielone oczy. Zupełnie jak Harry'ego...
-Wiem również, że nie masz z kim iść na bal. Co jak co, ale ty zawsze byłaś oblegana przez chłopaków. Co się zmieniło? - szepnął. Jego ciepły oddech z nutką whiskey owionął moją twarz przez co zadrżałam. Tak bardzo brakowało mi jego bliskości... Dotknęłam jego nadgarstka.
-Bardzo wiele.-odpowiedziałam w podobnym stylu i nachyliłam się jeszcze bardziej przez co nasze usta się zetknęły. To było iskrą zapalącą spóźniony samozapłon. Nasze język rozpoczęły szaleńczy taniec, a usta co chwila się stykały. Stefan całował mnie coraz bardziej namiętniej, aż popchnął mnie na mur. Wczepiłam palce w jego miękkie włosy i przyciągnęłam jeszcze bliżej o ile było to możliwe. Młodszy Salvatore zszedł ustami na moją szyję, a ja co chwila wydawałam z siebie różnorakie dźwięki. Czułam się coraz bardziej zrelaksowana. Zapominałam o całym bożym świecie. W ramionach Stefana zawsze mogłam liczyć na zrozumienie i pomoc. W tej chwili poczułam dłonie Stefana pod moją bluzką. To nieco mnie ocudziło.
-Stefan....stop.- odsunęłam jego dłonie od siebie. Poprawiłam ubranie i pogładziłam włosy. Wampir posłusznie się odsunął. Miał wymięte ubranie i jeszcze bardziej potargane włosy. Usta rozchylone i przyspieszony oddech, a w oczach obłęd.
-To znaczy, że zgadzasz się ze mną pójść na bal? - spytał po chwili milczenia, gdy nasze oddechy się już uspokoiły. Spojrzałam na niego.
-Tak. - sama nie wiem co we mnie wstąpiło: czy byłam tak zdesperowana, aby złapać jakiegokolwiek partnera czy przez sentyment do Stefana? Przygryzłam wargę.
-To dobrze. Do zobaczenia za 3 godziny. - musnął moje czoło wargami i już go nie było. Samoistnie uśmiechnęłam się do siebie. Obecność Stefana bardzo dobrze mi robiła.  Skręciłam właśnie w korytarz prowadzący do lochów, gdy nagle jak spod ziemi wyrósł mi Damon. Oczywiście ubrany w swoją nieśmiertelną czerń. W świetle Księżyca jego włosy połyskiwały jak skrzydło kruka, a twarz przybrała mlecznobiały odcień. Miał skrzyżowane ręce na torsie i wpatrywał się we mnie wzrokiem zawodowego zabójcy.
-Czego znowu? - mruknęłam, stojąc w podobnej pozycji. Miałam już serdecznie dość nachodzenia mnie i pouczania co jest dla mnie najlepsze.
-Wybierasz się na bal ze Stefanem.- warknął Damon co zabrzmiało bardziej jako stwierdzenie niż pytanie.
-A co ci do tego? - sama zaczęłam się zastanawiać dlaczego nasze stosunki aż tak się popsuły. Wcześniej jak go poznałam był zarozumiałym dupkiem zabijającym dla przyjemności. Teraz również był dupkiem, ale nie zabijającym.
-A to, że z nim nie pójdziesz. - oznajmił mi jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Wywróciłam oczami z poirytowania. W wampirzym tempie przygwoździłam go do ściany. Chwyciłam za gardło.
-Nigdy.Nie.Będziesz.Mi.Mówił.Co.Mam.Robić. Jasne?! - syknęłam, akcentując każde słowo z osobna. Nie zdążył mi odpowiedzieć, bo w takiej niedwuznacznej pozycji zastali nas Astoria i Draco. Obróciłam głowę ku Ślizgonom. Dziewczyna straciła pewność siebie i wpatrywała się we mnie z obawą. Za to Draco patrzył z trudno tłumioną zazdrością i złością. Puściłam Damona, a ten upadł na podłogę.
-Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy. - dodałam zimno i odwróciłam się. Minęłam parę Ślizgonów obdarzając ich jadowitym spojrzeniem. Nie obchodziło mnie teraz to, że Malfoy widział mnie z Damonem. To nie jego sprawa. Usłyszałam kroki za sobą. Przyspieszyłam. Nie miałam ochoty użerać się z kolejną osobą tego wieczoru.
-Zaczekaj! - ktoś krzyknął, ale ja już zbiegałam po schodach ku lochom. Wbiegłam do Pokoju Wspólnego i tupocząc po schodach znalazłam się w dormitorium. Wewnątrz siedziała tylko Victoria poprawiająca swój makijaż. Wyglądała olśniewająco. Ubrana była w błękitną suknię z gorsetem wyszywanym srebrnymi nitkami, a dół układał się luźno. Do tego jedwabne, białe rękawiczki. Włosy upięte miała w luźny, artystyczny kok tak, że kosmyki włosów opadały swobodnie wokół jej drobnej twarzyczki.
-No gdzieś ty się podziewała?! Szukam cię już od godziny! A Ciebie nigdzie nie ma! Siadaj! - zawołała i popchnęła mnie na krzesełko do toaletki. Nie miałam wyjścia jak jej usłuchać. Zamknęłam oczy i oddałam się w jej ręce.
Tyczasem:
-Ty chyba pogłupiałeś?!  Elena i Scotish?! Musiało ci się przywidzieć. - potrząsnął głową z niedowierzaniem Blaise poprawiając krawat. Wyglądał niezwykle elegancko, tak samo jak pewien niesamowicie przystojny blondyn.
-Sam wiem co widziałem. -burknął Malfoy, przytupując nogą. Diabeł spojrzał na niego pobłażliwie.
-Tak to jest jak się nie zaprosi dziewczyny swoich marzeń. - uśmiechnął się i obrócił ku zdenerwowanemu przyjacielowi.
-Nieprawda! - zaprzeczył zbyt szybko Draco, wychodząc z pokoju.
-Nie, wcale...- dodał, ale ciszej Blaise i również podążył za Smokiem.
****
-Gotowe! - Victoria stanęła za mną przyglądając się mi z zadowoleniem. A miała prawo być zadowolona: moje proste niegdyś włosy zostały zgarnięte na lewy bok i podkręcone, usta muśnięte czerwoną pomadką, rzęsy pomalowane, a suknia....Zapierała dech w piersiach. Bez ramiączek, gorset wyszywany cekinami i czarnym materiałem, a dół lał się ku podłodze, materiał błyszczał się i mienił.
-Jejciu...-zdołałam jedynie wydusić z siebie.
-Mam nadzieję, że się podoba....- blondynka spuściła wzrok i zarumieniła się. Uściskałam ją serdecznie.
-Ja kocham to! - zawołałam.
-No to czas na bal.- oznajmiła i obydwie opuściłyśmy pomieszczenie.

sobota, 21 grudnia 2013

I Don't Look Down.

Ciemność. Głęboka ciemność pochłaniała mnie coraz bardziej zgniatając moje martwe serce. Czyżbym była w piekle? Moją skórę pokryły kropelki potu i czegoś w rodzaju wody. Szłam przed siebie, widząc tylko mgłę, która opatulała mnie zewsząd. Moje nogi zanurzyły się w cieczy przypominającej błoto. Błoto? Spojrzałam w dół. Stopy uwięzione zostały w żelaznych kajdanach. Spowrotem uniosłam zmęczony wzrok do góry. Przede mną rozpozcierała się szeroka przestrzeń. Przymknęłam oczy. W oddali słychać było wiejący wiatr, który niepokojąco szybko zbliżał się do mnie. Zacisnęłam dłonie w pięści i poddałam się temu wiatrowi, który wyrzucił mnie w powietrze jak szmacianą lalkę. Nareszcie poczułam się wolna. Dryfowałam w powietrzu, nie myśląc już o niczym. Unosiłam się nad powierzchnią ziemi w stanie nieważkości. Lecz potem nastała jasność i nie widziałam już nic.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Powoli otworzyłam powieki. Przez chwilę obraz był zamazany, lecz odczekałam kilka sekund i znów widziałam ostro i wyraźnie. Uniosłam głowę. Zmarszczyłam brwi. Ostatnie co pamiętałam to to, że leżałam w błocie przed szkołą, a teraz znajdowałam się w zupełnie innym miejscu. Pod palcami wyraźnie czułam jedwab. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Byłam w czyjejś komnacie, to pewne. Rozejrzałam się. Pokój był przyciemniony tak, że świeciły się tylko świece porozstawiane po całym pomieszczeniu. Meble były utrzymane w kolorze czarnym tak samo jak bukiet róż stojących w wazonie. Rama zdobiona bogato w róże przywoływała na myśl posłanie księżniczki, ale tak nie było.  Powoli wstałam. Nigdy nie znalazłam się w takim miejscu. Rozmasowałam sobie kark. Chyba długo byłam nieprzytomna. Przełknęłam głośno ślinę. Teoretycznie jako peripeuvre nie powinnam się niczego bać, ale jednak coś mi zagrażało. Stanęłam w pozycji obronnej.
-Powinnaś leżeć. - usłyszałam z kąta pokoju. Z cienia objawił mi się Damon w całej okazałości. Zesztywniałam. Nie spodziewałam się już po nim niczego dobrego.
-Wypuść mnie stąd. - syknęłam, zaciskając dłonie. Nienawidziłam, gdy ktoś mnie przetrzymywał wbrew mojej woli. Magia wzrosła i czułam jak płynie wraz z krwią.
-Najpierw musisz wypocząć. Niedobrze się stało, że jesteś peripeuvre. - chłopak uważnie mi się przyjrzał, jakbym była jakimś królikiem doświadczalnym. Zmrużyłam oczy.
-Jestem tym kim jestem i nie naprawisz mnie jak zepsutą zabawkę! - wykrzyknęłam mu prosto w twarz. Włosy zawirowały mi wokół głowy, a oczy rozbłysły srebrnym blaskiem. Wampir cofnął się przerażony. Ja również sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Moje ciało zupełnie przestało mnie słuchać. Uniosłam się parę centymetrów nad podłogą wyłożoną drogim dywanem. Zaczęłam się niekontrolowanie trząść.
-D-damon....- wyjąkałam wystraszona tym wybuchem mocy. Salvatore jednak stał w miejscu jak słup soli i jego oczy zrobiły się jak dwa spodki. Moc już powoli opuszczała moje ciało. Runęłam jak worek kartofli na podłogę. Powieki zrobiły się cięższe i nastała ciemność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-To nie tu, to nie tu. - mruczał pod nosem Draco przechodząc między regałami z księgami o tytułach czasami tak strasznych, że chłopak szybko przebiegał wzrokiem i natrafiał na inne. Musiał znaleźć przyczynę tak nagłego osłabienia Eleny. Z tego co czytał nocami o wampirach, to te istoty żywiły się krwią ludzką i były nieśmiertelne. Wziął do ręki starą, zakurzoną księgę. Otworzył. Papier zaszeleścił pod jego palcami. Uwielbiał zapach starych ksiąg oraz papieru. Zatracał się i zapominał o całym bożym świecie. Księgi według niego posiadały wiele tajemnic do odkrycia. Wystarczy chcieć je odkryć. Przysiadł na parapecie, przeglądając księgę o najczarniejszej magii na świecie. Teoretycznie nie powinien mieć dostępu do tego typu ksiąg, ale dzięki swojemu urokowi osobistemu, pani Pince wpuściła go bez żadnych wymówek.
-Draco Malfoy w bibliotece. Cóż za rzadki widok. - usłyszał zza swoich pleców dobrze znany mu głos. Nie musiał się odwracać, aby zobaczyć właściciela tego głosu. Ron Weasley. Rudzielec. Król Weasley.
-Bynajmniej. - odpowiedział, zajęty przeglądaniem księgi niż rozmową poniżej jego poziomu z Gryfonem. Rudzielec od zawsze go irytował, a to uczucie spotęgowało się, gdy Ślizgon zaczął chodzić z Hermioną. Weasley przyczepił się do niego jakby miał największe prawo do Gryfonki. A prawda była taka, że Granger sama pakowała mu się do łóżka jak większość dziewczyn z Hogwartu. Teraz był wolny od wszelkich zobowiązań wobec przyjaciółki Rudzielca. Nie musiał się użerać z bandą Złotej Trójcy Hogwartu. Mógł chodzić własnymi ścieżkami. W sumie dobrze się stało, że zerwali ze sobą. Notorycznie na każdym kroku czyhały na niego podejrzliwe spojrzenia Gryfonów.  Męczyło go to. Do teraz.  Wziął księgę do ręki i już chciał wyjść, gdyby nie ciało Rona blokujące mu przejście. Powstrzymał się przed westchnięciem i wywróceniem oczu do góry.
-Dasz mi przejść? - spytał go z przymkniętymi oczami. Gdyby był tym kim był wcześniej, to rudowłosy leżałby bez życia na zakurzonej podłodze biblioteki. Ten jednak stanął w pozycji 'sumo'.
- A jak nie to co? - odpowiedział wyzywającym tonem. Draco uśmiechnął się do siebie w swój malfoyowski sposób. Podszedł do niego. Ron może i był wyższy od Malfoya, ale ten drugi nadrabiał szybkością i siłą. Z kieszeni wyciągnął różdżkę tak, aby Weasley tego nie zauważył.
-To zobaczysz do czego jestem zdolny. - szepnął złowrogo, patrząc z satysfakcją w rozszerzające się ze strachu  źrenice  Rona. Końcówkę różdżki przytknął mu do gardła. -A teraz odejdziesz, bo nie ręczę za siebie. - Weasley obrócił się i wybiegł jak oparzony. Ślizgon z szerokim uśmiechem to obserwował. Otrzepał ręce o spodnie, mrucząc, że będzie musiał je uprać. Sięgnął po leżącą na podłodze księgę i czmychnął z biblioteki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Victoria siedziała otępiała na kanapie w salonie wspólnym Ślizgonów. Twarz cała opuchnięta, a oczy nosiły ślady, że ich właścicielka płakała. Włosy w nieładzie sterczały na wszystkie strony jakby dziewczyna chciała je wyrwać z głowy. A wewnątrz czuła kompletną i totalną pustkę. Na własne oczy widziała jak Elena, jej jedyna dobra koleżanka, można powiedzieć ba! nawet przyjaciółka leżała bez życia na podłodze w kałuży wody. Blondynka schowała twarz w dłoniach. Siedziała tu bezradna i nie wiedziała jak pomóc przyjaciółce. Przez te 1,5 miesiąca zdążył się zżyć ze sobą i zaprzyjaźnić. Przymknęła powieki spod których wypłynął potok słonych łez niejednych tego dnia. Była sama pośród głuchej ciszy, która zalegała wokół niej.  Drobinki kurzu tańczące w powietrzu lekko drgały i lśniły. Swobodnie opadła na poduszki i cicho westchnęła. Zapatrzyła się w jeden punkt na suficie.  Czas jakby dla niej stanął w miejscu. Najbardziej z tego co się wydarzyło to zdziwiła ją reakcja Draco. Zanim zaczęła płakać to zauważyła strach i przerażenie w oczach, które sparaliżowało całe jego ciało. Przeczuwała, że Elena i Draco są sobie przeznaczeni i że prędzej czy później będą razem. Otarła suche, lecz napuchnięte oczy i wstała z kanapy. Otrzepała swoje spodnie. Podniosła głowę, gdy usłyszała kliknięcie w przejściu do salonu.  Uspokoiła się, gdy zobaczyła, że to tylko Blaise. Chłopak oparł się o kamienną kolumnę, patrząc na nią z troską.
-Wszystko okej? - spytał, podchodząc do niej bliżej. Dziewczyna zadrżała i otuliła się ramionami. Diabeł zbliżył się i przytulił zaskoczoną i podłamaną dziewczynę do siebie.  Ucałował ją delikatnie w czubek głowy. -Wszystko się ułoży. Elena żyje. - szepnął, mocniej przyciskając ją do piersi. Victoria nieco się uspokoiła w ciepłych i muskularnych ramionach Blaise'a. To on, prócz Eleny, doskonale ją rozumiał i wspierał. Nie to co inni Ślizgoni: wiecznie napuszeni i walczący o pozycję samca alfy.
-Obyś miał rację. - głos Victorii został przytłumiony przez szatę chłopaka, w którego się wczepiła jak mała dziewczynka.
-Ja zawsze mam rację. - tu Blaise wygiął usta w uśmiechu. Collinsówna uniosła głowę i spojrzała w jego brązowe, niemal czarne oczy.
-Dziękuję.- wyszeptała z wdzięcznością w głosie i spowrotem wtuliła się w niego.
-Nie ma za co. - odpowiedział, głaszcząc ją po plecach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Powoli wracała mi przytomność i pełna świadomość tego co się wokół mnie dzieje. Nadal znajdowałam się w komnatach Damona, skąd (takie miałam wrażenie) nie było wyjścia. Pomieszczenie  poprzykrywane burgundowym jedwabiem, a wszystko tonęło w mroku i blasku świec. Super, mega romantycznie. Ale na mnie to już nie działało. Już nie. Zmieniłam się przez te cztery miesiące i na nowo odkrywałam samą siebie. Powoli wstałam z podłogi.  Trochę kręciło mi sie w głowie, ale to pewnie przez ciężki zapach kadzideł unoszący się w powietrzu. Przytrzymałam się stołu i krokiem "pijaka" ruszyłam w stronę drzwi, które zamajaczyły mi przed oczami. Jęknełam cicho, gdy coś wbiło mi się w brzuch. Dotknęłam go i poczułam pod palcami mokrą ciecz. Krew. Oraz coś drewnianego. No tak. Kołek. Z głośnym plaśnięciem wyciągnęłam go z brzucha i odrzuciłam na bok. To jeszcze bardziej mnie osłabiło i sprawiło, że nogi miałam jak z waty. Otworzyłam jednak drzwi i wybiegłam na tyle szybko na ile mi siły pozwalały. Biegłam korytarzami, nawet nie patrząc gdzie biegnę. Ten zamek miał tyle zakrętów i korytarzy. Trzymając się za krwawiący brzuch dotarłam do ruchomych schodów. Przed oczami obraz zamazywał mi się i pojawiał się podwójnie. Osunęłam się po ścianie.
-Elena! - usłyszałam za sobą, lecz nie popatrzyłam kto biegnie w moją stronę. Raz, dwa, trzy...liczyłam ile kroków mu zajmuje dojście do mnie.  -Elena...- głos odezwał się tuż przy moim uchu. Uniosłam głowę i ujrzałam Dracona jak schyla się ku mnie z księgą pod pachą. Chłopak odgarnął mi włosy z policzka, przy okazji go muskając palcami. Westchnęłam cicho. Jego zapach tak mnie pociągał i stawał się jedyną rzeczą dla której nie powinnam oddawać się ciemności.
-Draco...- wychrypiałam, wyginając wysuszone usta w lekkim uśmiechu.
-Nic nie mów. Jestem przy Tobie. - odpowiedział łagodnie, patrząc na mnie w jakim jestem stanie. Ja mogłam zamknąć oczy i zostać uniesioną w powietrze przez rycerskie ramiona Ślizgona. Wtuliłam się w niego i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Impossible.

Minął wrzesień i nastał październik. Miesiąc Halloween i innych tego typu przesądów. Gdyby tylko ludzie wiedzieli, że wampiry naprawdę istnieją...Wolę o tym nie myśleć. Od czasu wypadu do Hogsmeade razem z Harrym nasze relacje zacieśniły się i spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu.  O dziwo, Hermiona zaakceptowała mnie i czułam się wśród nich swobodnie. Uczyliśmy się wspólnie do eliksirów, który był moim ulubionym przedmiotem i spokojnie mogłam rywalizować z Hermioną o miano najlepszej uczennicy w eliksirach. Blaise i Victoria stale mi towarzyszyli i umilali mi czas przez co nawet nie myślałam o moich znajomych z Mystic Falls. Damon trzymał się z boku, ale stale mnie obserwował co wyraźnie czułam. Draco omijał mnie szerokim łukiem, ale czasem przy obiedzie albo kolacji przyłapywałam go jak mnie obserwuje.  Nadal słyszałam jego słowa: "Jak ja za Tobą szaleję. Kiedyś będziesz moja.", co przyprawiało mnie w stan przygnębienia. Przecież nie miałam innego wyjścia jak oznajmienie mu, że narazie może liczyć na moją przyjaźń nic więcej. Z tego co mówił mi Blaise, to blondyn nie trzymał się za dobrze.
-Żadna dziewczyna mu jeszcze nie odmówiła. - powiedział Diabeł, patrząc zatroskany w stronę zamyślonego jak nigdy Malfoya.
-W końcu musi zrozumieć, że nie może mieć wszystkiego. - odparowała z przekąsem Victoria, zakładając ręce na piersiach. Ja wolałam się nie wypowiadać. Wystarczyło, że patrzyłam na zgarbioną sylwetkę Smoka i ciężej mi się na sercu robiło. Ciągło mnie do niego, ale to nie była miłość. Z czasem może to być coś głębszego, kto wie. Poprawiłam torbę na ramieniu i ruszyłam wzdłuż korytarza z Blaisem i Victorią przy boku. Dzisiaj postanowiłam, że zacznę się ubierać znacznie bardziej kobieco co Collinsówna natychmiast zaaprobowała. Zewsząd ludzie witali mnie, albo po prostu zaczepiali. Nigdzie jednak nie mogłam znaleźć platynowej czupryny należącej do pewnego przystojnego chłopaka. Weszliśmy do Wielkiej Sali, gdzie panował już rozgardiasz. Podeszliśmy do stołu i usiedliśmy.
-Co wy na to, aby urządzić imprezę u nas w salonie? - spytał Blaise, patrząc na nas. Victoria pisnęła i zaklaskała w dłonie jak mała dziewczynka. Czasami jej entuzjazm mnie przerażał.
-A ty przypadkiem w poniedziałek nie masz meczu quidditcha? - spytałam go pozornie neutralnym tonem, nakładając sobie kurczaka na talerz. Blaise wywrócił oczami do góry.
-A kto by się tym przejmował. A poza tym jest dzisiaj piątek. - mrugnął okiem i oparł się rozluźniony o oparcie i spoglądał na co to ładniejsze okazy dziewcząt.  A miał się czym pochwalić: miła aparycja, powierzchowność też nie najgorsza, dobrze zbudowany. Oparłam się brodą o wierzch dłoni i wpatrzyłam się w niego. Wszystkie dziewczyny wprost lgnęły do niego jak pszczoły do miodu.
-Smoku! - ten okrzyk wyrwał mnie z zadumy i zabrałam się do konsumowania jedzenia. Chciałam jak najszybciej skończyć, aby uniknąć spotkania ze Ślizgonem.
-El, gdzie ty się tak spieszysz? Snape Cię goni czy co? - Victoria razem z Blaisem z rozbawieniem gapili się na mnie. Widelec zawisł w powietrzu. W buzi miałam pełno jedzenia i pewnie wyglądałam przekomicznie. Odstawiłam widelec na stół i wytarłam serwetą usta.
-Nie spieszę sie, tylko po prostu chcę jak najszybciej zrobić zadanie domowe. - odezwałam się, gdy tylko przełknęłam. Victoria nie zdążyła odpowiedzieć, bo obok Blaise'a siadł Draco. Momentalnie zesztywniałam i wyprostowałam się. Od tamtego pamiętnego m0mentu w Hogsmeade, nie rozmawialiśmy ze sobą tak twarzą w twarz. Podrapałam się w brodę. Zapanowała nad nami atmosfera niezręczności. Blondyn usiadł naprzeciwko mnie, starając się uniknąć mego spojrzenia. Ja również obróciłam się bokiem i z "zainteresowaniem" patrzyłam na sufit Sali. Wciąż nie umiałam zapomnieć smaku jego ust napierających na moje.  Nie mogłam patrzeć tak po prostu w jego oczy i powiedzieć: "Co tam? Jak się trzymasz?" i udawać, że nic się nie stało. Bo stało się. I to dużo. Nocami prześladował mnie w moich snach. Zadrżałam nieznacznie. Założyłam nogę na nogę i grzebałam widelcem po talerzu. Blaise i Victoria wdali się w jakąś interesującą konwersację, bo siedzieli pochyleni ku sobie i szeptali z uśmiechami na twarzach. Oni to mieli dobrze. Nie borykali się z takimi problemami jak ja. Jezu, znowu nostalgia wzięła nade mną władzę. Chrząknęłam i powstałam. Vic i Diabeł unieśli głowy.
-A ty gdzie? - chłopak uniósł brew. Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Draco za to miał wiele do powiedzenia:
-Idzie hajtnąć się z pożal się Boże Chłopcem-Który-Przeżył. - spojrzałam na niego zszokowana. I to miała być ta zmiana? Draco chyba wrócił do swojego jestestwa 'bycia badassem'.
-Jak możesz tak mówić? Draco! - Victoria fuknęła na niego oburzona. Nie odezwałam się. Łzy zalśniły w moich oczach i spłynęły po policzkach. Jego słowa bardzo mnie dotknęły. Nie spodziewałam się czegoś takiego po nim. Może i był aroganckim, samolubnym dupkiem, no ale....Blaise popatrzył się na mnie przepraszająco. Złapałam torbę i czym prędzej z Sali, ściągając na siebie czujne spojrzenia innych uczniów. Otarłam oczy z łez. I tak niezbyt wyraźnie widziałam i gnałam przed siebie. Jak najdalej od Draco, jak najdalej od ludzi.  Wybiegłam z budynku. Puściłam torbę, która z łoskotem spadła na ziemię. Stałam i szlochałam. Szlochałam jak nigdy dotąd. Nie zwracałam uwagi na to, że wieje zimny wiatr, że deszcz zaczyna padać. Nie obchodziło mnie to. Upadłam na kolana i zaczęłam szarpać za włosy. Ból był nie do zniesienia. Już zaczynałam coś do niego czuć, ale wszystko poszło się paść. Deszcz lał coraz bardziej, a ja klęczałam i mokłam coraz bardziej. Zostałam sama. Zupełnie sama.
Tymczasem:
-Nie mogłeś się powstrzymać?! - syknęła wyraźnie rozjuszona Victoria, patrząc groźnie w stronę zobojętniałego Malfoya. Ten nie zwrócił uwagi nawet na nią. Trzymał w dłoni kielich z napojem i zamyślił się. Elena. Ta dziewczyna wywróciła całe jego życie do góry nogami. Nigdy nie mógł się domyślić jak zareaguje albo co zrobi. Ta dziewczyna zaintrygowała go. I gdy posmakował jej ust, wiedział, że jest stracony. Draco, nie rozklejaj się! Takie romantyzmy to nie dla Ciebie!  Wiedział, że sprawił jej ból.  Jej wzrok, gdy to mówił. Łzy szklące się w tych dużych, czekoladowych oczach. Dłonie zaciskające się w pięści.  Delikatny uśmiech błąkał mu sie po ustach.  Elena mu tak łatwo nie ucieknie.
-Draco. - Blaise szturchnął swojego kumpla w ramię. Ten popatrzył się na niego rozdrażniony.
-Czego?- burknął. Nie lubił, gdy ktoś wyrywa go z zamyślenia.
-Uważam, że Vic ma rację. Przesadziłeś. Powinieneś ją przeprosić. - Diabeł zamilkł i czekał na reakcję chłopaka. Ten jednak nic nie zrobił. Dziewczyna była nie pocieszona.
-Ja zawsze wiedziałam, że z niego to kawał niezłego chama i dupka. - warknęła.
-Uważaj na słowa, Barbie. - Draco zmarszczył brwi, zaciskając pięść. Nie znosił, gdy ktoś rozkazywał mu co ma robić. Wystarczająco sie wycierpiał będąc synem Lucjusza i Narcyzy. Ciągłe upokorzenia, wyzwiska, tortury. Ale najgorsze były klatwy Cruciatus. Przez kilka dni nie potrafił się uporać z bólem, ale po kilku latach przyzwyczaił się.
-Tylko nie Barbie! - Victoria wstała i jej włosy aż się zelektryzowały pod wpływem gniewu. Błękitne oczy  rozbłysły. Od jej sylwetki aż promieniowała magia. Nie dokończyli kłótni, bo przybiegła do nich Pansy.  Oddychała szybko.
-Dra-draco...musisz....to...zobaczyć. - wysapała i czym prędzej pobiegła w stronę korytarza, gdzie zbierał się dość spory tłum ludzi. Draco z Blaisem wymienili zaniepokojone spojrzenia i również udali się w tamtym kierunku. Victoria deptała im po piętach. Nie mogąc nic zobaczyć, zaczęli się przedzierać przez tłum. W końcu stanęli z przodu i to co zobaczyli sparaliżowało ich. Pośrodku korytarza na posadzce leżała nieruchoma Elena. Wokół niej utworzyła się kałuża wody.  Mokre włosy zlepiały jej twarz, która przybrała barwę trupiobiałą. Wargi zsiniały. Leżała bezwładnie jak porcelanowa laleczka. Ręce rozłożone po bokach, a ubranie było całkiem przemoczone. I co najbardziej przeraziło Victorię to , to że ona wogóle nie oddychała! Zawyła przeraźliwie. Blaise, który stał najbliżej objął ją troskliwie ramieniem. Wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta, z których nie wydobył się żaden dźwięk.  Miała wrażenie jakby coś spadło na jej klatkę piersiową i obciążyło potwornym ciężarem.
-Rozejść się! - usłyszała czyjeś zawołanie i natychmiast się obróciła. W ich stronę szybkim krokiem szedł prof.Scotish. Przykucnął zaniepokojony przy nieprzytomnej dziewczynie i przyłożył dwa palce do jej szyi sprawdzając puls. Dobrze wiedział, że Elena jest wampirem, ale dla niepoznaki wolał się nie ujawniać. Stojący nieopodal Draco był jak wbity w ziemię. Przerażony patrzył na bezwładne ciało Eleny. Teraz szczerze żałował, że tak się do niej odezwał.
-Smoku? - Blaise stojący tuż obok spojrzał na swojego przyjaciela, który nie reagował na nic. Gdy ten nic nie powiedział, dodał: -Ona z tego wyjdzie.- i przytulił szlochającą Victorię. Damon wziął Elenę na ręce i odezwał się:
-Możecie się rozejść. - i czym prędzej zaniósł dziewczynę do swoich komnat.  Uczniowie powoli zaczęli się rozchodzić. Na miejscu zdarzenia został jedynie Draco, który klął się w myślach za to co zrobił Gilbertównie. Gdyby tylko mógł cofnąć czas... Zerknął na mokry placek pozostawiony przez Elenę. Była wampirem, o czym on doskonale wiedział, ale czemu tak nagle straciła przytomność? Tego nie mógł rozgryźć jego jakże błyskotliwy umysł. Odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku biblioteki.

sobota, 14 grudnia 2013

Kiss Me.

-Elena, Elena. - poczułam czyjeś szturchnięcie. Otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą szmaragdowozielone oczy Harry'ego. Przetarłam oczy i wróciłam do pozycji siedzącej.
-Długo już tu stoisz? - ziewnęłam, ogarniając jednocześnie moje nieznośne włosy. Chłopak wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Wystarczająco, aby przypatrzeć się Tobie jak śpisz. - odpowiedział z lekkim uśmiechem błądzącym po jego ustach. Wygięłam usta ku górze. Chwyciwszy jego dłoń zeskoczyłam z murku.
-To co idziemy? - spytałam go, gdy podeszliśmy do drzwi. Harry jednak zatrzymał się i rozejrzał.
-A gdzie Victoria? Miała przecież z nami iść. - zaczął ostrożnie. Na korytarzu poza nami były jeszcze cztery osoby.
-Rozmyśliła się. - skłamałam. Tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie się podziewała moja koleżanka. Odkąd wybiegłam z lochów, ona nie przyszła. - A twoi przyjaciele gdzie są? - zmieniłam pospiesznie temat. Zmarszczka, która pojawiła się na czole chłopaka znikła.
-Ron jakoś zdołał się wykaraskać od korepetycji z Hermioną. - zaśmiał się. Jego śmiech przypominał mi do złudzenia charczenie psa. - Zaraz powinien tu być. - dodał, patrząc na swój magiczny zegarek. Dostał go w prezencie od rodziny Weasleyów na zeszłoroczne święta. No nie. Ron. Odkąd tu przyjechałam niezbyt się polubiliśmy. Hermiona jakoś mnie znosiła i czasami pomagała w lekcjach, ale Rudzielec jakby dostał alergii. Mijał mnie szerokim łukiem na korytarzu. Usłyszeliśmy czyjeś kroki na schodach. Oboje spojrzeliśmy w tym samym kierunku. Ze schodów schodzili Diabeł i Smok. Oboje nienagannie ubrani w czarne ubrania: Diabeł - luźne spodnie i czarne adidasy do tego czarny kardigan, Draco - czarny garnitur podkreślający jego sylwetkę i muskulaturę. Po królewsku zeszli na dół. Moje i blondyna oczy zetknęły się w tym samym czasie. Chłopak zatrzymał się.  Czas jakby stanął w miejscu. Wszystko co nas otaczało zbladło i znikło. Po pewnym czasie spuściłam wzrok i chwyciłam Harry'ego za rękę, co go nieco zdezorientowało. Z największą godnością na jaką było mnie stać, uniosłam głowę do góry i wyszłam z Gryfonem z budynku. Ostatnia rzecz, którą zarejestrowałam to pełen zazdrości i żalu wzrok przystojnego blondyna.
W międzyczasie:
Mystic Falls (USA).
Pewna młoda blondynka stukając obcasami swoich niebotycznie wysokich szpilek przemieszczała się w dość szybkim tempie. Celem jej odwiedzin była rezydencja Salvatore'ów. Właściwie mieszkał w nim tylko Stefan odkąd Elena i Damon wyjechali do Londynu. Jeszcze tylko kilka metrów...W dłoni ściskała kartkę papieru, która była już bardzo zmięta. Stanęła tuż przed drzwiami, wzięła głęboki wdech i uniosła rękę. W tym samym czasie drzwi się uchyliły i stanął w nich Stefan. Jednak to nie był ten sam chłopak, którego poznała przed dwoma laty: włosy potargane, szczęka nosiła ślady zarostu, a oczy stracił blask i zmatowiały. Dziewczyna spojrzała na niego zmartwiona.
-Wszystko okej? - spytała cicho jakby obawiając się wybuchu z jego strony. Ten jednak ustąpił jej miejsca i pozwolił wejść do środka. Wampirzyca przekroczyła próg i weszła prosto do obszernego salonu. Nic tu się nie zmieniło odkąd tu ostatnio była. Kiedy to było? Czas leciał jak nieubłagany. Stefan dołączył do swojej przyjaciółki i usiadł na kanapie, która z jękiem ugięła się pod jego ciężarem. Przeczesał palcami swoje włosy, a potem ukrył twarz w dłoniach. Caroline uklękła tuż przed nim.
-Stefan , wiem jak Ci ciężko, ale Elena odeszła i już nie wróci. - wampir na jej słowa odsłonił twarz. W dalszym ciągu nie pogodził się z tym, że Elena - jego światło, jego sens życia rzuciła go dla Damona - mrocznego, złego brata, który zawsze dostawał to co chce. Na dokładkę okazało się, że Kol zahipnotyzował Elenę, która stała się wobec niego uległa jak baranek. Do dziś pamiętał jak przed dwoma miesiącami Damon wybuchł tak, aż dom zatrząsł się w posadach. Brunetka pospiesznie spakowała się i wybiegła. I do tej pory się nie odezwała ani nie pokazała.
-Trzeba mieć nadzieję, a ja ją jeszcze mam. Ona wróci, zobaczysz. - determinacja błysnęła w jego oczach. Nadal ją kochał i chciał odzyskać za wszelką cenę, nawet jeśli Damon miał na tym ucierpieć. Forbes jedynie westchnęła. Szczerze współczuła swojemu przyjacielowi.  Był przy niej, gdy Tyler z nią zerwał i wyjechał z miasta. Teraz czas na spłatę długu. Usiadła obok niego i objęła ramieniem. Poczuła delikatną woń wody kolońskiej i burbonu, którym ostatnimi czasy się raczył.
-Właśnie w sprawie Eleny tu przyszłam. - szepnęła przerywając milczenie. Stefan ożywił się nieco i wpatrzył się w nią swoimi szmaragdowozielonymi oczami.
-Dostałam maila od Klausa, że został zaproszony na Bal Bożonarodzeniowy do Hogwartu i że on sam tam nie może się udać. Napisał, że mogę skorzystać z zaproszenia. Trzeba tam przyjechać razem z osobą towarzyszącą. Pomyślałam o Tobie...- przy ostatnim zdaniu zawahała się. Pierwsza myśl jaka jej do głowy wpadła to  czy aby Pierwotny nie robi sobie z niej żartów i nie pojawi się tam we własnej osobie. Wystarczająco dużo kłopotów miała przez niego i jego chorą rodzinkę.
-To ty utrzymujesz z Klausem kontakt? - uniósł brew, widząc jak na twarzy przyjaciółki pojawiły się krwiste rumieńce.
-N-no tak...- zająknęła się i spuściła wzrok zażenowana. Nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Od czasu jej ostatniego spotkania z Pierwotnym minęły dwa miesiące. Równe dwa miesiące odkąd Klaus wyniósł się do Nowego Orleanu razem z rodzeństwem. Z początku nie mogła znaleźć sobie miejsca, czuła wszechogarniającą pustkę, ale z czasem przyzwyczajała się, że Pierwotni znikli z jej życia. Powinna się cieszyć, że wreszcie mają spokój od nich, lecz tak nie było. Wręcz przeciwnie. Po śmierci Kola nie umiała spojrzeć Klausowi w oczy. Wyrzuty sumienia ciążyły nad nią jak jakieś fatum. Czy aby była szczęśliwa przebywając w towarzystwie Klausa?
W tym samym czasie:
Hogsmeade. (Wielka Brytania)
Jesienny wiatr smagał moją twarz. Przymknęłam oczy wsłuchując się w monotonny głos Harry'ego, który opowiadał mi co gdzie można kupić. Wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony świata. Przechodziliśmy obok wystaw sklepowych, które z zachwytem obserwowałam. Na niektórych piętrzyły się bloki lodowe w różnych smakach, na jeszcze jednych wisiały przepiękne suknie wieczorowe w bajkowych kolorach. Zatrzymałam się przy jednej wystawie sklepu Magiczne Wynalazki Dr. Puddifoota. Zwróciłam szczególną uwagę na mały, czarny przypominający jo-jo przedmiot. Kosztował tylko 2 galeony.  Pokusiwszy się o to, chwilę później wyszłam ze sklepu zadowolona z tym czymś w mojej kieszeni kurteczki. Ruszyliśmy pod górę w stronę knajpy "Pod Trzema Miotłami".
-Podają tam najlepsze piwo kremowe pod Słońcem. - tu chłopak oblizał się i chwycił mnie za rękę. Poczułam miły skurcz w dole brzucha. Takie coś miałam tylko jak Damon mnie całował, przytulał....I znowu ten cholerny Damon! Chyba jednak nie mogłam się odciąć od przeszłości. Włożyłam dłonie w kieszenie kurteczki i weszliśmy do gospody, uciekając przed wyjącym wiatrem. Ciepło uderzyło we mnie falą prawie zwalając mnie z nóg. Usiedliśmy przy najbardziej przytulnym stoliku w kącie sali. Stąd miałam doskonały widok na innych uczniów, którzy śmiali się, żartowali. Migały mi przed oczami ich twarze.
-Elena? - tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam jak Harry odszedł do stolika i przyszedł spowrotem wraz z dwoma kuflami kremowego piwa. Postawił je na stoliku.
-Och. Przepraszam. Zamyśliłam się. - wysiliłam się na uśmiech i upiłam łyk napoju. Starałam się odgonić od siebie niepotrzebne myśli. Liczyła się teraźniejszość, a nie przeszłość.
-Podoba Ci się w szkole czy nie za bardzo? - spytał mnie, świdrując moją osobę zielonymi oczami.
-Ogólnie jest fajnie. Nauczyciele wymagający, nawał zadań domowych...Normalka. - puściłam do niego oczko. Miło było spędzić czas z dala od Dracona i Damona, który czaił się pod postacią profesora Scotisha. Bezczelny miał nadzieję, że coś znów między nami się rozwinie. Coś zakłuło mi w sercu. A może tak? Oparłam brodę o moją dłoń. Z rozleniwieniem obserwowałam innych klientów, którzy akurat przebywali w lokalu:  podejrzane typy w zniszczonych płaszczach siedzący przy barze popijający Ognistą Whiskey, zakochane pary siedzące po kątach i obściskujące się. Na ten widok zrobiło mi się słabo i odwróciłam wzrok. W tejże chwili drzwi się otworzyły i do środka wleciało parę zeschłych liści, a potem zauważyłam jak weszło dwóch rosłych chłopaków.
-"Ślizgoni." - przemknęło mi przez myśl i upiłam łyk napoju. Harry zauważył moje spojrzenie i obrócił się. Zmarszczył brwi.
-A ten tu czego? - mruknął pod nosem, wyraźnie niezadowolony. Ja również straciłam humor. Zacisnęłam dłonie w pięści. Malfoy i Blaise. Można się było tego spodziewać. Blondyn i czarnoskóry zauważyli nas i ruszyli w naszym kierunku. Bezsilna oparłam się o oparcie krzesła.
-No witam. Znowu się widzimy. Czyżby przypadek? - wypowiedź Draco przesycona była sarkazmem i ironią. Blaise stał z boku i szczerzył się wesoło do mnie.
-Śledzisz mnie? - odpowiedziałam lodowatym tonem na jaki tylko mnie było stać. Chłopak powoli zaczął mnie irytować.
-Skądże znowu. Po prostu powiązało nas przeznaczenie. - tu Draco złośliwie rozłożył ramiona. Przymknęłam oczy, starając się wyrównać wzburzenie wewnątrz mnie.
-Draco, daruj sobie. Nie widzisz jak ona reaguje na Ciebie? - usłyszałam zmęczony głos Pottera. Otworzyłam powieki. Teraz blondyn stał opierając się dłońmi o stół. Blaise usiadł obok mnie.
-Nie gniewaj się na niego. Stałaś się jego obsesją. - szepnął mi do ucha. Uniosłam brew, zerkając na Draco, który o coś się wykłócał z Harrym.
-Obsesją? - powtórzyłam za Blaisem niedowierzając. Ja i bycie czyjąś obsesją? Skądś to znałam. No tak, byłam tak nazywana przez Klausa. "Moja mała, słodka obsesja."  Chłopak kiwnął tylko głową.
-Nie zdziw się jak zaprosi Cię gdzieś, albo na Bal. - oparł się luzacko i objął ramieniem. Poczułam się mile połechtana. Cała złość i irytacja gdzieś się ulotniły.
-Wiesz, nic mnie już nie zdoła zaskoczyć. - odpowiedziałam ze słodkim uśmiechem na twarzy. Diabeł tylko tajemniczo sie uśmiechnął. Naszą miłą konwersację przerwało walnięcie pięści Draco o stół. Podskoczyłam ze strachu. Iskierki gniewu skrzyły w oczach Malfoya.
-Nie masz prawa mnie o to osądzać! Myślałem, że już skończyłeś z tymi bezpodstawnymi oskarżeniami! - krzyknął. W gospodzie ucichło. Wszyscy obserwowali zajście między Ślizgonem, a Gryfonem. Nawet opasła właścicielka lokalu przerwała wycieranie kufla ścierką i z zaciekawieniem nas obserwowała. Harry powoli powstał. Jego zielone oczy pociemniały. Stali naprzeciwko siebie jak drapieżna zwierzyna czyhająca na swoją ofiarę.
-Czas chyba to zakończyć. - mruknął do mnie Blaise. Ja na to kiwnęłam głową i wstałam. Położyłam dłonie na ramionach Malfoya i szepnęłam:
-Uspokój się. Idziemy. - na te słowa chłopak nieco się rozluźnił.  Popchnęłam go delikatnie i wyszliśmy z gospody. Chłodne powietrze, to jest to.  Podeszłam do Draco i spojrzałam na jego bladą i szczupłą twarz z iskrzącymi sie jeszcze oczami. Wydawał się w tej chwili tak niedostępny. Piękny i zimny jak lód. Zadrżałam. Chłopak to zauważył i zbliżył się do mnie. Bez słowa ściągnął swój czarny płaszcz i narzucił mi go na ramiona. Wokół wiał wiatr, a on stał w swoim wełnianym, szarym swetrze z dekoltem w serek. Okryłam się szczelniej materiałem.
-Masz mi coś do powiedzenia? - przerwałam ciszę jaka zaległa między nami. Nie licząc wyjącego wiatru, który teraz jakby ucichł.
-Niby co? - burknął, wkładając dłonie do kieszeni spodni i kopiąc kamyk nogą jakby odniechcenia. Patrzyłam jak kamyk toczy się po wyboistej drodze i znika.
-To. Twoje zachowanie wobec innych. Nie chcę Cię umoralniać, ale...- tu moja tyrada została przerwana przez napierające na moje usta wargi Dracona. Było to tak niespodziewane, że moje dłonie intuicyjnie owinęły się wokół szyi chłopaka. Nie namyślając się długo całowałam go do utraty tchu. Smakowałam jego usta coraz to bardziej i bardziej. Miał delikatne, a zarazem ciepłe wargi. Po paru minutach czy też godzinach oderwałam się od niego i oparłam  czołem o jego. Słychać było tylko nasze przyspieszone oddechy. Liczyliśmy się tylko my.
-Och, zamknij się. - szepnął roznamiętnionym głosem i znów mnie pocałował. Wyczułam wyraźną nutkę whiskey. Jego miękkie usta napierały na moje najpierw jakby z niepewnością, ale potem coraz bardziej się wkręcały. Serce zaczęło mi bić w rytm jego.  Chwycił mnie w biodrach, abym nie upadła i dalej mnie całował jak szalony. Wyłączyłam wszelkie zmysły pozostawiając tylko zmysł smaku.
-Nawet nie wiesz jak ja za Tobą szaleję...- szeptał mi do ucha czułe słówka. Ja stałam oszołomiona jak słup soli nie wiedząc jak zareagować. Najpierw dożerał mi, potem wzajemne złośliwości, a teraz to...
-Ja...-odezwałam się drżącym głosem. Teraz to już napewno nie byłam pewna tego co czuję do niego. - Mącisz mi w głowie. - odwróciłam się do niego, masując sobie skronie. Chłopak stanął tuż za mną.
-Elena....-wyszeptał moje imię w charakterystyczny dla siebie sposób. To kompletnie mnie rozwaliło. Obróciłam się ponownie ku niemu i spojrzałam niemal błagalnie.
-Draco, ja nie mogę. Niedawno rozstałam się z chłopakiem i kompletnie nie mam głowy do związków. - słowa wyrzuciłam na jednym tchu. Poza tym nie kochałam go. Byłam zauroczona to fakt, ale to za wcześnie na miłość. Cofnęłam się o kilka kroków.
-A czy ja mówię o związku? Nie wiem czemu, ale tracę głowę gdy tylko jesteś przy mnie. - tu zbliżył się do mnie, a w jego oczach błysnęła determinacja. - Jesteś tym kim jesteś. Powinienem się Ciebie bać, ale nie mogę. Chcę Cię poznać. A kiedyś...może będzie moja. - spuścił głowę, grzebiąc czubkiem buta w ziemi. Nie odezwałam się, tylko minęłam go bez słowa i odeszłam.

wtorek, 10 grudnia 2013

No Matter What.

-Elena! Gdzieś ty się podziewała? Wiesz, ile ja już czekam na Ciebie? - do moich uszu doszło zrzędzenie Victorii. Podniosłam głowę. Blondynka, niższa ode mnie stała naprzeciwko z rękami opartymi o biodra. Jej mina świadczyła o tym, że raczej nie jest zadowolona. Na sobie miała krwistoczerwony, wełniany płaszczyk z czarnymi guzikami, karmelowe kozaki za kolano na obcasie i tegoż samego koloru beret spod którego spływały blond loki. Przez ramię przewieszoną miała malutką torebeczkę w czarnym odcieniu. Ja przy niej mogłam się schować: przydługie dżinsy, schodzone trampki, wyciągnięty, błękitny sweter, a na to dżinsowa kurteczka. Nie mówię już o moich wiecznie oklapniętych włosach.
-Straciłam poczucie czasu. Wybacz. - odpowiedziałam wymijająco, wyginając moje wysuszone wargi w parodii uśmiechu. Poprawiłam torbę na bolącym nieco ramieniu.
-No i jak ty wyglądasz? Chodź, przebierzesz się zanim mi wiochę na mieście zrobisz. - pokręciła głową z dezaprobatą i chwyciwszy mnie za ramię pociągnęła w stronę lochów.
-Normalnie wyglądam. Czego ty chcesz? - spytałam ją zdezorientowana. Ta jednak nic nie odpowiedziała prąc do przodu. Po chwili stanęłyśmy przed kamienną ścianę.
-Czysta krew. - Victoria wypowiedziała hasło i weszłyśmy do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Nie tracąc czasu na zbędne ceregiele szturmem "podbiłyśmy" nasz pokój. W końcu przyjaciółka puściła moje ramię.
-No to powiedz mi: jesteś czarownicą czy nie? - popatrzyła się na mnie zachmurzonym wzrokiem. Skrzyżowałam ręce na piersiach.
-No jestem. - odparłam krótko, unosząc delikatnie brew. Do czego zmierzała?
-To czemy wyglądasz jak jakiś niechluj? Żaden chłopak za Tobą się nie oglądnie, gwarantuję Ci to. - dziewczyna wykrzywiła usta w grymasie.
-A czy ja chcę, aby chłopacy się za mną oglądali? - wywróciłam oczami. Nie chciałam znów uwikłać się w jakieś przelotne romanse albo trójkąty. Nie, nie, nie. To stanowczo nie dla mnie. Victoria spojrzała na mnie jak na wariatkę.
-Ty nie lubisz mieć powodzenia u chłopaków?! Chyba żartujesz? - jej głos skoczył o kilka oktaw w górę. Rzeczywiście, fascynująca rzecz być niewidzialną dla osobników płci męskiej.
-To aż takie dziwne? W swoim życiu miałam zbyt dużo samców alfa i na razie mam dosyć. - odparłam krótko. I to była najszczersza prawda jaką kiedykolwiek powiedziałam w moim życiu. Najpierw Matt, potem Stefan i Damon...Brawo, dziewczyno! Masz spokój. Obróciłam się o 180 stopni w stronę drzwi z zamiarem wyjścia, gdy te otworzyły się i stanął w nich...Draco! Na mój widok lekko się uśmiechnął.
-Wybierasz się gdzieś? - spytał wibrującym głosem, od którego aż mdlałam (oczywiście mentalnie, a nie fizycznie). Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Pewnie wyglądałam idiotycznie. Chłopak uniósł brew, nadal się uśmiechając.
-Znaczy się...eee....miałam taki zamiar. - no w końcu udało mi się wypowiedzieć jakąś sensowną kwestię. Victoria stojąca za mną szczerzyła się jak pies do kiełbasy.
-Bo widzisz, wybieram się razem z Blaisem do Hogsmeade. Może dołączyłabyś do nas? - zaproponował, chowając dłonie w tylnich kieszeniach ciemnych dżinsów. Propozycja nieco strąciła mnie z tropu. Umówiłam się przecież z Harrym, że pójdę z nim do wioski.
-Tyle, że wiesz no....Ja...umówiłam się już z kimś. - wydusiłam to z siebie.
-Z kim?! - prawie krzyknęła blondynka wybałuszając oczy. Nie z tej strony spodziewałam się reakcji. Blondyn stał i milczał. Wywróciłam oczami.
-Z Harrym. - odpowiedziałam, patrząc na nią z przekrzywioną głową. Ta kręciła głową z niedowierzaniem. - I radzę ci się pospieszyć, bo powiedziałam, że ty też idziesz z nami. - dodałam i minęłam bez słowa Dracona. Ten nie dawał za wygraną i szedł za mną.
-Czemu się z nim umówiłaś? - spytał. Musieliśmy wyglądać śmiesznie lub też dziwnie, bo ludzie patrzyli się na nas. Zatrzymałam się przy wejściu. Powoli obróciłam się ku niemu. Nie przewidziałam jednego: że Smok będzie stał tak blisko mnie. Niemal stykaliśmy się nosami. Zapach jego perfum wytrącał mnie z koncentracji.
-Nawet się nie waż. - ostrzegłam go, kładąc palec na jego torsie. Jego bliskość dekoncentrowała mnie i nie mogłam panować nad moimi reakcjami. Jako wampir miałam mocno wyostrzone zmysły i emocje. Tak, że czułam pod palcami szorstkość jego swetra i miękkość płaszcza. Odwróciłam głowę w bok. Pragnienie skosztowania jego krwi zaczynał przejmować nademną kontrolę. Przymknęłam oczy i starałam się wyrównać mój oddech. Wyraźnie słyszałam bicie jego serca pompującego krew żyłami do całego ciała. Puls bił miarodajnie.
-Niby czego? - szepnął mi tuż nad uchem, muskając jego płatek wargami. Zadrżałam. Przy nim zapominałam o całym świecie. Otworzyłam oczy i ostrożnie uniosłam głowę ku górze. Para stalowoszarych oczy wpatrywała się we mnie z ciekawością i pożądaniem.
-Tego. - odparłam drżącym głosem. Przełknęłam głośno ślinę. Stanowczo za dużo sobie pozwalał. Odsunęłam się na tyle daleko jak na to pozwalała mała wnęka, do której zaciągnął mnie Draco.
-Ale czego? - drażnił się ze mną, dotykając przy okazji opuszkiem mojej szyi i tętnicy. Poczułam ciepło jego palca, które zareagowało z cichutkim sykiem w kontakcie z moją skórą.
-No tego, no. - zniecierpliwiłam się. Miałam powoli dość tej gierki, w którą sobie pogrywał. Chwyciłam go za nadgarstki i popchnęłam na półkę z jakimiś słoikami. Parę zleciało z góry i narobiło hałasu. Wybiegłam czym prędzej. Popchnęłam kamienną ścianę, która z jękiem ustąpiła mi i już gnałam przez korytarze jak najdalej od Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Powietrze świstało mi koło uszu rozwiewając moje długie włosy. Z kolejnymi przebiegniętymi metrami oddalałam się od Dracona.
-Elena! - ktoś zawołał moje imię, a echo odbijało się  pośród ścian. Nie odwróciłam się tylko bardziej przyspieszyłam. Zeskoczyłam ze schodów i zatrzymałam się gwałtownie tuż przed wejściem. Zdawało mi się, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Zimne kropelki potu spłynęły mi po plecach. Otarłam dłonią czoło. Harry zaraz powinien tu być. Nie namyślając się długo, przysiadłam sobie na murku. Mogłam sobie odetchnąć. Spuściłam głowę , zasłaniając się  kurtyną włosów. Oparłam głowę o misternie wyrzeźbionego w kamieniu hipogryfa. Teraz wystarczyło tylko czekać...